Wtorek, 30 czerwiec 2026

  • „Prawo co dnia” we wtorkowej „Rzeczpospolitej” odnotowuje: „Fiskus bezprawnie ogranicza preferencje dla spadkobierców”. Jeżeli nieruchomość była dziedziczona wielokrotnie, pięcioletni termin zwalniający z PIT liczy się z uwzględnieniem okresu jej posiadania przez wszystkich kolejnych spadkodawców. To bardzo korzystne stanowisko dla osób, które chcą szybko spieniężyć otrzymane w spadku nieruchomości tym razem potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie. We wniosku o interpretację podatnik wyjaśnił, że w marcu 2020 r. zmarła jego siostra. Kobieta od ponad 30 lat była właścicielką mieszkania spółdzielczego. W styczniu 2021 r. spadek po niej sądownie nabyło pięcioro rodzeństwa – w równych częściach, w tym wnioskodawca. Trzy lata później jedno z nich zmarło i jego udział w mieszkaniu przypadł pozostałemu rodzeństwu. Niecały rok później spadkobiercy postanowili sprzedać lokum. I tu pojawiła się wątpliwość podatkowa. Mężczyzna zapytał fiskusa, czy sprzedaż udziału w mieszkaniu odziedziczonym najpierw po pierwszej siostrze, która była jego właścicielką przez trzy dekady i części odziedziczonej po jej spadkobierczyni – kolejnej siostrze trzeba będzie opodatkować PIT. Fiskus zauważył, że podatnik jest spadkobiercą po dwóch osobach. Nie kwestionował, że warunek wyłączenia z opodatkowania sprzedaży został spełniony w przypadku spadkobrania po pierwszej siostrze, pierwotnej właścicielce lokum. Jednak z PIT od sprzedaży udziału w nieruchomości otrzymanego w spadku po drugiej zmarłej fiskus rezygnować nie zamierzał. Rzeszowski WSA uznał, że wykładnia językowa art. 10 ust. 5 ustawy o PIT forsowana przez urzędników jest niezgodna z zasadą dostatecznej określoności przepisów prawa podatkowego. A to dlatego, że regulacja określająca sposób liczenia terminu, pozwalającego na wyłączenie osiągnięcia przychodów przez spadkobierców z odpłatnego zbycia nieruchomości nabytych uprzednio w drodze spadku, nie uwzględnia celu jej wprowadzania, czyli ochrony rodziny. Dlatego sąd nie miał wątpliwości, że sporny okres pięciu lat powinien być liczony od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie tej nieruchomości lub nabycie prawa majątkowego przez wszystkich spadkodawców, do których uprzednio należał majątek- czytamy na 14 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 30.06.2026.).

  • „Prawo co dnia” informuje też: „Mieszkania na doby tylko z czujnikami dymu”. Lokale na wynajem krótkoterminowy muszą od 30 czerwca mieć zainstalowane autonomiczne czujki dymu, a czasem też czadu. Obowiązek dotyczy lokali, w których świadczone są usługi hotelarskie. Muszą one mieć przynajmniej jedną autonomiczną czujkę dymu, spełniającą wymagania Polskiej Normy. Ceny takich urządzeń zaczynają się od kilkudziesięciu złotych. Czujki są prostymi urządzeniami na baterie montowanymi na suficie. Proste instrukcje, gdzie je najlepiej umieścić, można znaleźć na stronie Państwowej Straży Pożarnej. Rozporządzenie przewiduje dwa wyjątki, które zwalniają z obowiązku montażu czujki dymu. Nie muszą być montowane w pomieszczeniach, które chroni system sygnalizacji pożarowej lub tych, które mają stałe samoczynne urządzenie gaśnicze, czyli instalację, która sama uruchomi się w momencie wykrycia pożaru. Poza czujkami dymu, rozporządzenie wprowadza obowiązek montażu czujek czadu. Dotyczy on pomieszczeń w lokalu mieszkalnym lub użytkowym przeznaczonym na pobyt ludzi, w którym spala się paliwo ciekłe, stałe lub gazowe. Czujki mają poprawić bezpieczeństwo. Za ich brak grozi mandat lub grzywna do 5 tys. zł. Co gorsza, zlekceważenie nowego obowiązku, może w razie pożaru stanowić podstawę do odmowy wypłacenia odszkodowania przez ubezpieczyciela. Więcej- także na 14 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 30.06.2026.).

  • „Rz” zapowiada w innym miejscu: „Na osiedla z << bunkrami>> poczekamy rok lub dwa”. Pierwsi deweloperzy zapowiadają budowę infrastruktury schronowej. Na pojawienie się większej liczby „bunkrów” na osiedlach trzeba jednak poczekać. Mieszkania mogą zdrożeć o kilka procent.  Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, czyli tzw. ustawa schronowa, obowiązuje od 1 stycznia 2025 r., a przepisy o miejscach doraźnego schronienia (tzw. MDS-y – to nie są schrony) – od stycznia br. Deweloperzy, którzy wnioskują o pozwolenia na budowę osiedli, w projektach muszą uwzględniać MDS-y, które będzie można urządzać w odpowiednio zaprojektowanych podziemnych kondygnacjach budynków wielorodzinnych i w garażach. Na razie oferty mieszkań ze „schronami” praktycznie nie ma. Ekspert portalu RynekPierwotny.pl zna tylko jedną inwestycję, to Chłodna 35 w Warszawie firmy Monting Development.W materiałach sprzedażowych deweloper zapewnia, że mieszkańcy mogą liczyć na dodatkową infrastrukturę ochronną, której główną część stanowi schron. To prawdopodobnie pierwszy tak szeroko komunikowany prywatny schron w polskiej inwestycji mieszkaniowej. Budowę infrastruktury ochronnej zapowiada YIT Polska. Spółka chce m.in. zmodernizować zdegradowany schron, będący we władaniu samorządu, i nadać mu nową funkcję. Ma to być obiekt podwójnego zastosowania. Chodzi o miejsce, które w czasie pokoju może służyć mieszkańcom jako przestrzeń rekreacyjna, edukacyjna albo społeczna, a w razie potrzeby może zostać przekształcone w pełnoprawny obiekt ochronny. Deweloper rozmawia z kilkoma samorządami i prowadzi audyty. Rozważa też, by w budynkach mieszkalnych zamiast wymaganych ustawą MDS budować schrony zapewniające wyższy poziom ochrony. Mieszkania z infrastrukturą schronową będą pewnie droższe. Koszt inwestycji zależnie od projektu i rozwiązań może wzrosnąć o 30–250 zł za mkw., co może przełożyć się na ceny mieszkań. Także dyrektor sprzedaży w spółce Ronson Development, zakłada, że mieszkania w budynkach z infrastrukturą schronową będą droższe. Wynika to z dodatkowych kosztów związanych z projektowaniem i wykonaniem takiej infrastruktury. w inwestycjach z segmentu popularnego będą dominować rozwiązania minimalne, wynikające z obowiązku prawnego. Schrony pozostaną raczej domeną projektów z wyższej półki, gdzie mogą być elementem podnoszącym prestiż i poczucie bezpieczeństwa. Wzrost kosztów jest w zasadzie nieunikniony. Branża zakłada, że podstawowe dostosowanie garaży podziemnych do wymogów MDS może podnieść koszt budowy o kilka procent. Budowa pełnoprawnych schronów oznacza nakłady większe nawet o kilkanaście procent.  Więcej szczegółów- na 34 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 30.06.2026.).

  • „Tygodnik Urzędników” przypomina z kolei: „Centralny Rejestr Umów: nowe obowiązki dla sektora publicznego”. Od 1 lipca 2026 r. jednostki sektora finansów publicznych muszą publikować dane o umowach w Centralnym Rejestrze Umów. Nowe przepisy mają zwiększyć transparentność, ale oznaczają też obowiązki organizacyjne.  W praktyce wokół Rejestru narosło wiele pytań – zarówno prawnych, jak i organizacyjnych. Czy Rejestr rzeczywiście zwiększy jawność życia publicznego, czy raczej stanie się kolejnym obowiązkiem administracyjnym, który znacząco zwiększy i rozszerzy zakres obowiązków pracowniczych? O tym przekonamy się 1 lipca br. kiedy zacznie obowiązywać podpisana 18 grudnia 2025 r. przez Prezydenta RP ustawa z 4 grudnia 2025 r. zmieniająca ustawę o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Ustawą tą wprowadzono zmiany do ustawy o finansach publicznych poprzez dodanie trzech artykułów związanych z funkcjonowaniem Rejestru. Wydane zostało również Rozporządzenie Ministra Finansów i Gospodarki z 30 marca 2026 r. w sprawie Centralnego Rejestru Umów Jednostek Sektora Finansów Publicznych, które wskazuje szczegółowy sposób określania wartości umowy, szczegółowy zakres informacji o umowie, warunki i zakres korzystania z kont w systemie oraz sposób wyszukiwania informacji o umowie i wglądu do informacji udostępnionych w Rejestrze. Więcej dla zainteresowanych- na pierwszej stronie dodatku.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 30.06.2026.).

  • „Tygodnik…” zamieszcza również tekst: „Czy wymiana mieszkańcom indywidualnych źródeł ciepła podlega PIT?”. Przekazanie mieszkańcom instalacji grzewczych po realizacji projektu unijnego nie powoduje powstania przychodu w PIT, a gmina nie ma obowiązku wystawiania PIT-11. Gminy realizują projekty współfinansowane ze środków europejskich, w ramach których nabywane i montowane są w gospodarstwach domowych mieszkańców ekologiczne urządzenia grzewcze. Czy nieodpłatne przekazanie mieszkańcom takich urządzeń przez gminę podlega opodatkowaniu PIT? Gmina realizowała projekt współfinansowany ze środków europejskich, którego przedmiotem była wymiana indywidualnych źródeł ciepła w gospodarstwach domowych na terenie gminy. Zakres projektu obejmował dostawę i montaż kotłów na gaz i na biomasę, wraz z zasobnikami wody oraz montaż wkładów kominowych. W ramach projektu wybrano uczestników (mieszkańców) i zamontowano urządzenia grzewcze na potrzeby ich gospodarstw domowych. Źródłem finansowania inwestycji były środki pochodzące ze środków europejskich (nie więcej niż 85 proc. kwoty całkowitych wydatków kwalifikowanych projektu) oraz wkładu własnego mieszkańców. Gmina zawarła z mieszkańcami stosowne umowy. Po zakończeniu prac montażowych, zamontowane na nieruchomości uczestnika wyposażenie i urządzenia pozostawały własnością gminy przez 5 lat od dnia wypłaty ostatniej transzy dofinansowania projektu na jej rzecz. Na ten czas gmina użyczyła uczestnikom urządzeń i wyposażenia do nieodpłatnego korzystania. Po upływie okresu trwania umowy, kompletna instalacja zostanie przekazana uczestnikom na własność. Gmina przedstawiła swoje stanowisko, zgodnie z którym po stronie mieszkańców – uczestników projektu – nie powstaje przychód w rozumieniu ustawy o PIT, ponieważ nie dochodzi do realnego, definitywnego i zindywidualizowanego przysporzenia majątkowego. Wskutek powyższego po stronie gminy nie powstaje obowiązek wystawiania mieszkańcom informacji podatkowych. Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 6 maja 2026 r. uznał stanowisko gminy za prawidłowe. Więcej dla zainteresowanych- na drugiej i trzeciej stronie dodatku.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 30.06.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” zamieszcza natomiast tekst: „Zagęszczanie osiedli czy porządki w gruntach?”. Ministerstwo Rozwoju i Technologii nadal forsuje rozwiązania, które mogą prowadzić do zagęszczania starych osiedli spółdzielczych. Chodzi o przepisy, które mają pomóc uregulować stan prawny gruntów zabudowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe. Spółdzielnie mieszkaniowe alarmują, że resort rozwoju chce zmusić je do zabudowy parkingów i terenów zielonych blokami lokatorskimi. MRiT odpiera zarzuty, twierdząc, że nie zamierza na siłę zagęszczać zabudowy osiedli spółdzielczych, lecz jedynie skutecznie uregulować stan prawny gruntów, na których zostały one zbudowane. Pod koniec ubiegłego tygodnia projekt, w którym znalazły się sporne rozwiązania, zaakceptował Komitet Stały Rady Ministrów. Wkrótce trafi on pod obrady rządu. Obawy władz spółdzielni, ale także samych spółdzielców, budzi art. 3 ust. 8 projektu ustawy o uregulowaniu praw do gruntów zabudowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe. Przewiduje on, że na gruntach niewymaganych do prawidłowego korzystania z istniejących budynków dopuszcza się realizację budynków przeznaczonych w całości na cele społecznego budownictwa czynszowego. Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, uważa, że część środowiska spółdzielczego z Warszawy celowo próbuje dezawuować projekt absurdalnymi zarzutami o zagęszczaniu zabudowy spółdzielczej, by w ten sposób wymóc oddanie im wszystkich gruntów bez ograniczania możliwości realizowania na tak pozyskanych działkach inwestycji deweloperskich przez spółdzielnie. Lewandowski tłumaczy, jak będzie wyglądał proces porządkowania sytuacji prawnej gruntów na spółdzielczych osiedlach. W pierwszej kolejności gmina wyznaczy teren, który znajduje się w posiadaniu spółdzielni. Następnie podzieli go na trzy zbiory. Pierwszy obejmie grunty, na których realizowane są cele publiczne, takie jak drogi, szkoły czy parki. Nieruchomości te pozostaną własnością gminy lub Skarbu Państwa. Drugi zbiór obejmie tereny niezbędne do prawidłowego korzystania z istniejącej zabudowy. Trzeci zbiór obejmie pozostałe nieruchomości, czyli grunty, które nie są niezbędne do korzystania z istniejącej zabudowy – wyjaśnia wiceminister. Dodaje, że obecnie nieruchomości zaliczane do tej trzeciej kategorii automatycznie wracają do zasobu gminy lub SP. To te podmioty decydują o ich dalszym przeznaczeniu. Po zmianach tak nie będzie. Nieruchomości te będą trafiać do spółdzielni. Wiceminister rozwoju podkreśla, że wszystko jednak będzie zależało od tego, czy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego będzie dopuszczał zabudowę mieszkaniową na danej działce. Argumenty resortu nie przekonują ani prawników, ani spółdzielni mieszkaniowych, ani samych spółdzielców. W ich ocenie artykuł 3 ust. 8 projektu opiera się na założeniu, że każda część nieruchomości niewykorzystywana bezpośrednio do obsługi istniejących budynków stanowi potencjalny teren inwestycyjny. Nie mają wątpliwości, że MRiT chce rozwijać społeczne budownictwo czynszowe kosztem mieszkańców istniejących już osiedli. Projektowany art. 3 może bowiem prowadzić do automatycznego zagęszczania zabudowy, bez uwzględnienia praw i uzasadnionych oczekiwań osób, które już tam mieszkają. Problem polega także na tym, że spółdzielnie nie ufają władzom Warszawy. Do tej pory bowiem miasto nie było chętne do regulowania stanu prawnego gruntów, a wygodną wymówką były roszczenia dekretowe, które często mają charakter wyłącznie teoretyczny. Dzięki temu do kasy miasta płyną miliony z tytułu bezumownego korzystania z terenu oraz z umów dzierżawy, które zawiera z niektórymi spółdzielniami. Zdaniem spółdzielni warszawski ratusz ostrzy sobie zęby na spółdzielcze grunty. Wiele z nich znajduje się w atrakcyjnych lokalizacjach, a miasto będzie mogło sprzedać je deweloperom za grube miliony. Więcej szczegółów- na siódmej stronie głównej wkładki prawnej.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 30.06.2026.).

  • „DGP” informuje też: „Prezes UZP zyska wpływ na orzecznictwo KIO”. Ograniczenie dostępu wykonawców do środków ochrony prawnej i utrata niezależności Krajowej Izby Odwoławczej – takie mogą być skutki projektowanych zmian w prawie zamówień publicznych oraz ustawie o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Ostrzega przed nimi Stowarzyszenie Prawa Zamówień Publicznych. Chodzi o przygotowywany w rządzie projekt, który zakłada m.in. radykalny wzrost wpisów od odwołania do KIO – dla zamówień powyżej progów unijnych nawet trzykrotny, a dla zamówień o bardzo wysokich wartościach (dostawy i usługi powyżej 15 mln euro, roboty budowlane powyżej 30 mln euro) ponad siedmiokrotny. Odnosząc się do tego pomysłu, SPZP podkreśla, że co do zasady popiera uwzględnienie inflacji. Jednocześnie jednak ostrzega, że wpisy na poziomie 150 tys. zł mogą de facto zamknąć małym i średnim przedsiębiorcom drogę do odwołań, i to w zamówieniach, w których często startują w konsorcjach. W zakresie rażąco niskiej ceny SPZP krytykuje planowaną rezygnację z ustawowego progu automatycznie uruchamiającego procedurę wyjaśnień. Przeniesienie ciężaru dowodu na odwołującego i rezygnacja z obowiązku wzywania wykonawców do wyjaśnień osłabią – zdaniem organizacji – ochronę uczciwej konkurencji i mogą generować poważne problemy na etapie realizacji umów. Najostrzejsze zastrzeżenia dotyczą propozycji ujednolicania orzecznictwa KIO przez wydawanie uchwał przez zgromadzenie ogólne izby. SPZP wskazuje, że przyznanie prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych – będącemu pracodawcą członków KIO – prawa do żądania wydania uchwały w sprawie jednolitości orzecznictwa podważy niezależność izby. Mechanizm ten może być ponadto niezgodny z prawem unijnym i naruszać status KIO jako sądu w rozumieniu art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, uprawniającego do zadawania pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Więcej- na ósmej stronie głównej wkładki prawnej.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 30.06.2026.).

  • „DGP” informuje również: „Rosną zaległości mieszkańców z tytułu opłat za odpady”. W ubiegłym roku przeterminowane należności za gospodarowanie odpadami komunalnymi         sięgnęły prawie 967 mln zł. Do tego koszty rosną szybciej niż dochody uzyskiwane przez samorządy, więc system się nie bilansuje. Nad finansowaniem systemu gospodarowania odpadami komunalnymi po raz kolejny pochyliła się Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych w swoim rocznym sprawozdaniu. Okazuje się, że samorządy w 2025 r. dołożyły do niego prawie 1,5 mld zł. Podwyżki, choć zauważalne, nie pokrywają wzrostu wydatków. W ubiegłym roku te drugie urosły o 9,6 proc., a dochody samorządów o 8 proc. W 2024 r. ten rozdźwięk był jeszcze większy – 11,3 proc. do 2,7 proc. W ostatnich czterech latach proporcje były odwrotne tylko w 2022 r. Eksperci zwracają uwagę, że w tym czasie wydatki wzrosły o ponad 30 proc., a dochody o nieco ponad 20 proc. Rok temu wydatki wyniosły prawie 15,5 mld zł (przy 14,1 mld rok wcześniej), a dochody z opłat nieznacznie przekroczyły 14 mld zł (niecałe 13 mld zł w 2024 r.). Według samorządowców bilans finansowania systemu gospodarki odpadami komunalnymi za 2026 r. może być jeszcze gorszy. To m.in. dlatego, że na dobre ruszył system kaucyjny, a nadal nie wprowadzono systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Ten ostatni miałby przynieść gminom nawet ponad 1 mld zł rocznie z opłat ponoszonych przez przedsiębiorców wprowadzających na rynek opakowania. Ci jednak sprzeciwiają się obecnemu kształtowi projektu, w którym pieniądze ma rozdzielać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – uważając, że będzie to forma dodatkowego podatku- odnotowano na dziewiątej stronie głównej wkładki prawnej.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 30.06.2026.).

  • „DGP” w dodatku „Firma i Prawo” zamieszcza z kolei tekst: „ZPI: inwestorzy zyskają większą swobodę w ustalaniu świadczeń na rzecz gmin”. Od 1 lipca 2026 r. przedsiębiorcy przygotowujący zintegrowany plan inwestycyjny nie będą już ograniczeni wyłącznie do przedsięwzięć bezpośrednio związanych z własnym projektem. Wynika to z nowej definicji inwestycji uzupełniającej i może ułatwić negocjowanie umów urbanistycznych przy dużych projektach mieszkaniowych i przemysłowych. Stanie się tak za sprawą nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (konkretnie modyfikacji art. 2 pkt 5a). Tylko na pierwszy rzut oka zmienia ona jedynie definicję inwestycji uzupełniającej. Jej celem jest zwiększenie elastyczności ZPI i stworzenie większej przestrzeni do uzgadniania rozwiązań korzystnych jednocześnie dla inwestora, gminy oraz jej mieszkańców. Takie rozwiązanie może zwiększyć atrakcyjność ZPI jako trybu lokalizacji inwestycji, zwłaszcza tam, gdzie realizacja przedsięwzięcia prywatnego wymaga równoległego uporządkowania infrastruktury, usług publicznych albo zasobu mieszkaniowego gminy. Definicja inwestycji uzupełniającej sprzed nowelizacji była bowiem na zamkniętym katalogu określonych rodzajów inwestycji. Nowelizacja wprowadza jej nową konstrukcję inwestycji, dokonując podziału na dwie zasadnicze kategorie. Od 1 lipca 2026 r. pierwszą będą stanowić inwestycje służące wykonywaniu zadań własnych gminy, w szczególności w zakresie budowy, zmiany sposobu użytkowania lub przebudowy sieci uzbrojenia terenu, dróg publicznych, linii kolejowych, obiektów infrastruktury publicznego transportu zbiorowego, obiektów działalności kulturalnej, obiektów opieki nad dziećmi do lat trzech, przedszkoli, szkół, placówek wsparcia dziennego, placówek opieki zdrowotnej, obiektów pomocy społecznej, obiektów służących działalności pożytku publicznego, obiektów sportu i rekreacji, obszarów zieleni publicznej, lokali mieszkalnych lub budynków mieszkalnych jednorodzinnych. Do drugiej kategorii będą należeć inwestycje w zakresie budowy, zmiany sposobu użytkowania lub przebudowy obiektów budowlanych przeznaczonych na działalność handlową lub usługową, ale tylko wtedy, gdy służą obsłudze inwestycji głównej. Więcej szczegółów- na pierwszej stronie dodatku.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 30.06.2026.).

  • „Firma i Prawo” zauważa też: „Pełnomocnictwa w spółdzielniach mieszkaniowych: chaos zamiast przejrzystych zasad”. Nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych miała ograniczyć nadużycia związane z pełnomocnictwami i zwiększyć przejrzystość procesów decyzyjnych. W praktyce wywołała jednak falę niezadowolenia, dezorientację członków spółdzielni i liczne problemy interpretacyjne. Coraz częściej pojawiają się głosy, że ustawodawca nie wsłuchał się w argumenty środowiska, a przyjęte rozwiązania nie tylko nie eliminują patologii, lecz także utrudniają korzystanie z podstawowych praw członkowskich- czytamy w ramach wstępu. Szczegóły- na drugiej stronie dodatku.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 30.06.2026.).

Zobacz również