Wtorek, 29 lipiec 2025
- „Prawo co dnia” we wtorkowej „Rzeczpospolitej” odnotowuje: „Umowę dożywocia przekreśliła opinia psychiatry”. Umowa dożywocia z osobą po udarze, która zdaniem otoczenia dobrze odnajduje się w życiu, ale według biegłego nie rozumie konsekwencji decyzji prawnej, jest nieważna. Tak orzekł Sąd Apelacyjny w Lublinie. Zmarła w wieku 88 lat kobieta, której sprawa trafiła na wokandę, przed śmiercią podpisała ze swoją znajomą umowę dożywocia, gwarantującą jej dozgonną opiekę w zamian za późniejsze przejęcie mieszkania. Po szczegółowej analizie sytuacji – i opierając się na opiniach biegłych – sądy obu instancji uznały, że umowa ta jest nieważna. Kobieta nie była bowiem w stanie świadomie złożyć niezbędnego w takich okolicznościach oświadczenia woli. A fakt, że odnajdywała się ona w sytuacjach życia codziennego – wśród osób, które znała – nie oznacza, że właściwie rozumiała skomplikowany proces i późniejsze konsekwencje zawieranego porozumienia. W opisywanej sprawie Sąd Apelacyjny Od wyroku odwołała się znajoma, która przejęła mieszkanie zmarłej. W apelacji złożonej do sądu odwoławczego zakwestionowała ona ocenę SO, opierającą się na opinii biegłych. Uznała ona, że psychiatra czy psycholog nie może oceniać, na ile skomplikowana prawnie jest operacja podpisania i przygotowywaniu się do zawarcia umowy dożywocia. SA spojrzał jednak na sprawę tak samo, jak sąd okręgowy i uznał, że dowód z opinii biegłych nie został skutecznie zakwestionowany- czytamy na dziewiątej stronie głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 29.07.2025.).
- „Rz” zastanawia się w innym miejscu: „Jak wyjść z inwestycyjnego dołka? Wsparciem są firmy publiczne”. Początek tego roku przyniósł ożywienie inwestycyjne w gospodarce. Ale nastroje w przedsiębiorstwach są skrajnie różne. Jeśli krajowy i zagraniczny biznes prywatny nie zmieni nastawienia, oczekiwany boom może nie nastąpić. Optymizm inwestycyjny w przedsiębiorstwach wzrósł w II kwartale tego roku, przekraczając nawet nieznacznie wieloletnią średnią – wynika z badania „Szybki monitoring NBP”, analizującego sytuację sektora przedsiębiorstw w Polsce. To bardzo dobra informacja, ale okazuje się, że ta poprawa to w zasadzie efekt coraz lepszych nastrojów przedsiębiorstw publicznych. „W firmach prywatnych, a w szczególności zagranicznych, nastroje inwestycyjne pozostają osłabione” – zauważa NBP. Różnica między tymi sektorami jest naprawdę duża. W przypadku przedsiębiorstw publicznych wskaźnik optymizmu zbliżył się do poziomu zbliżonego do historycznego maksimum. Jak wynika z analizy NBP, przyczynił się do tego w szczególności wzrost liczby firm planujących rozpoczęcie nowych inwestycji w ciągu kwartału, czy w ciągu roku, a także jeśli chodzi o wzrost skali tych nakładów. Z kolei w sektorze prywatnym nastroje inwestycyjne osłabiły się w II kwartale poniżej średniej wieloletniej. Szczególnie pesymistyczne były plany przedsiębiorstw zagranicznych, które w horyzoncie kwartału częściej zamierzały redukować niż zwiększać skalę inwestycji – czytamy w opracowaniu NBP. Duże różnice widać nie tylko w planach i nastrojach, ale również w konkretnych działaniach. O ile w I kwartale 2025 r. dynamika inwestycji przedsiębiorstw ogółem wzrosła w porównaniu z IV kwartałem 2024 r., o tyle przyczynił się do tego przede wszystkim wzrost nakładów rozwojowych właśnie w sektorze publicznym (czyli przedsiębiorstw z udziałem państwa i samorządów). A co powstrzymuje sektor prywatny? Według ekonomistów to trochę zagadka, ale obecnie najbardziej oczywistym kandydatem na główną przyczynę jest ogólna niepewność, w tym na rynkach globalnych. Choćby w związku z wojnami handlowymi i celnymi, co może negatywnie wpływać na nastroje zwłaszcza dużych firm zagranicznych; w przeciwieństwie do firm publicznych, dla których światowa koniunktura nie musi być aż tak ważna. Do tego wydaje się, że prywatny biznes bardziej cierpi na cyklicznym dołku w wykorzystaniu funduszy UE, głównie w KPO, ale też ze „zwykłych” funduszy spójności. Więcej szczegółów- na 14 stronie części ekonomicznej głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 29.07.2025.).
- W „Rz” znajdziemy również tekst pod hasłem: „Plantacje zamiast parkingów”. Rolnicze innowacje mają odmienić aglomeracje za sprawą projektów „urban farming”. W Polsce jest z tym problem. Wielopoziomowe parkingi i opuszczone biurowce jeszcze do niedawna były symbolem stagnacji miejskiej tkanki. Ale wkrótce na ich pustych kondygnacjach, ukrytych przed wzrokiem przechodniów, może rozegrać się rewolucja. Niezagospodarowane przestrzenie będą zamieniać się w plantacje. W centrach aglomeracji nie brakuje budynków, które porzucone straszą opuszczonymi powierzchniami – stare kamienice, parkingi, biura dość niespodziewanie mają potencjał, by zostać zagospodarowanymi przez współczesnych rolników. Eksperci i architekci upatrują w tych miejscach źródła nowych funkcji i odpowiedzi na globalne wyzwania: bezpieczeństwo żywnościowe, ograniczenie emisji i rewitalizację lokalnej gospodarki. Skala zjawiska jest znacząca. W samej Wielkiej Brytanii 93 mln m kw. biur wymaga modernizacji, by spełnić nowoczesne normy środowiskowe. Stąd ich adaptacja na lokalne „zielone fabryki żywności” staje się coraz bardziej kuszącą perspektywą. Podobna tendencja widoczna jest w polskich miastach – stale rośnie liczba pustostanów, a budynki dawniej wykorzystywane komercyjnie czekają na nową rolę. Eksperci firmy Arup w najnowszym raporcie „Repurposing Buildings for Farming” opisują cztery funkcjonujące już scenariusze zamiany nieużytkowanych miejskich nieruchomości w nowoczesne farmy. Na peryferiach, w dawnych magazynach i halach przemysłowych, uprawa może stać się główną funkcją budynku. W centrach – na dachach galerii, biurowcach czy parkingach – rozwijają się tarasowe szklarnie i wertykalne ogrody, które są miejscem nie tylko produkcji, ale i edukacji czy rekreacji- odnotowano na 16 stronie części ekonomicznej głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 29.07.2025.).
- „Tygodnik Urzędników” w „Rz” zamieszcza z kolei tekst: „Czy gmina może odliczyć VAT od wydatków na instalację fotowoltaiczną?”. Gmina ma prawo do częściowego odliczenia podatku naliczonego od wydatków poniesionych na zakup i montaż instalacji fotowoltaicznej na budynku przedszkola. Gmina (podatnik VAT czynny) realizuje inwestycję – montuje instalację fotowoltaiczną na budynku przedszkola. Wytworzona z tej instalacji energia elektryczna będzie odprowadzona do sieci przedsiębiorstwa energetycznego i rozliczana w tzw. net- -billingu. Tym samym wystąpi sprzedaż nadwyżki energii dostawcy usług energetycznych, a uzyskane w ten sposób środki będą mogły zostać wykorzystane na pokrycie kosztów zakupu energii z sieci w okresach, gdy własna produkcja okaże się niewystarczająca. Wydatki dotyczące montażu instalacji fotowoltaicznej na budynku przedszkola mają niezaprzeczalnie związek z działaniami gminy, które pozostają w jej sferze publicznoprawnej, tj. zadaniami własnymi. Głównym celem montażu instalacji fotowoltaicznej będzie produkcja energii elektrycznej na potrzeby przedszkola. Równocześnie działania gminy w charakterze prosumenta (będące konsekwencją montażu instalacji fotowoltaicznej) będą stanowić działalność gospodarczą (zob. art. 15 ust. 2 ustawy o VAT) podlegającą opodatkowaniu VAT (wprowadzanie energii elektrycznej do sieci będzie jedyną czynnością generującą po stronie gminy podatek VAT należny). Dlatego należy uznać, że wydatki poniesione na montaż instalacji fotowoltaicznych na budynku przedszkola mają związek zarówno z czynnościami niepodlegającymi opodatkowaniu, jak i opodatkowanymi podatkiem VAT- czytamy na drugiej stronie dodatku.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 29.07.2025.).
- „Tygodnik…” obszernie informuje też: „Warunki gwarancji muszą być wyraźnie określone w dokumentacji przetargowej”. Ogólne, blankietowe określenie obowiązków gwarancyjnych może naruszać zasadę równego traktowania i obowiązek przejrzystości w zamówieniach publicznych – orzekł TSUE. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-82/24 przesądza, że w zamówieniach publicznych na roboty budowlane czas trwania i kluczowe zasady gwarancji jakości trzeba opisać w dokumentacji przetargowej lub w umowie. Właściwie skonstruowana gwarancja jakości na roboty budowlane ma istotne znaczenie dla zamawiających. Odpowiednio szeroki zakres, szczegółowo wskazane obowiązki gwaranta oraz jasna procedura ich realizacji to klucz do zachowania jakości obiektu nawet przez wiele lat. Z kolei dla wykonawców to ważna, także kosztowo, składowa oferty, która w niektórych przypadkach może wpływać na wynik finansowy całego kontraktu. Sprecyzowanie treści gwarancji jakości leży więc w interesie obu stron umowy – jeżeli zakres i procedura realizacji gwarancji są niejasne, oferenci prawdopodobnie zaproponują wyższe ceny (wycena ryzyka), z kolei zamawiający ryzykują spory sądowe właśnie o gwarancję. W omawianej sprawie TSUE zawęził ocenę do zasady równego traktowania i obowiązku przejrzystości. Przypomniał, że równe traktowanie wymaga jednakowego podejścia do podobnych sytuacji, a oferty powinny podlegać tym samym warunkom. Z kolei przejrzystość ma gwarantować, że żaden z oferentów nie będzie faworyzowany, a zasady postępowania w sprawie udzielenia zamówienia muszą być określone jasno, precyzyjnie i jednoznacznie w ogłoszeniu o zamówieniu lub w specyfikacji warunków zamówienia. Oferenci muszą mieć możliwość zrozumienia dokładnego zakresu zamówienia. Równe traktowanie i przejrzystość mają cechować nie tylko procedurę udzielania zamówienia, ale także etap wykonywania umowy. Według TSUE, celem jest zapobieżenie jednostronnym zmianom warunków zamówienia podlegającym według wyłącznego uznania zamawiającego. Zdaniem TSUE, czas oraz istotne warunki gwarancji muszą być z góry jasno określone i podane do publicznej wiadomości, tak aby umożliwić oferentom dokładne zrozumienie warunków prawnych i ekonomicznych, a także upewnienie się, że te same wymogi obowiązują wszystkich konkurentów. TSUE zwrócił uwagę na znaczenie gwarancji jakości dla warunków finansowych składanych ofert na wykonanie robót budowlanych. Rozsądnie poinformowany oferent, wykazujący się zwykłą starannością, już na etapie udzielania zamówienia musi być w stanie zidentyfikować, co może spowodować przedłużenie okresu gwarancyjnego, a także swoje przyszłe obowiązki gwarancyjne. Więcej dla zainteresowanych- na trzeciej stronie dodatku.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 29.07.2025.).
- „Dziennik Gazeta Prawna” odnotowuje natomiast: „Nowe rozdanie w mieszkalnictwie”. Za politykę mieszkaniową ma odpowiadać wiceminister z Nowej Lewicy. Na horyzoncie wyzwań mu nie zabraknie. W ciągle istniejącym Ministerstwie Rozwoju i Technologii trwają ustalenia o dalszym kształcie pracy resortu. Po ubiegłotygodniowej rekonstrukcji ministrem finansów i gospodarki został Andrzej Domański. Dotychczasowy szef MF przeprowadził już rozmowy z częścią wiceministrów. Kandydatem do objęcia nadzoru nad obszarem mieszkalnictwa jest Tomasz Lewandowski z Nowej Lewicy. W MRiT nadzorował departament mieszkalnictwa w ograniczonym zakresie. Wynikało to z decyzji politycznej i napięć na linii Nowa Lewica–Polskie Stronnictwo Ludowe. Polityki mieszkaniowej przez półtora roku praktycznie nie realizowano. Wynikało to z uporu Krzysztofa Paszyka w sprawie dopłat do kredytów. Przed ministrem Lewandowskim spore wyzwanie, ale najważniejsze, żeby miał narzędzia w swoim ręku – mówi polityk z Nowej Lewicy. Wkrótce ma pojawić się nowe zarządzenie w sprawie podziału obowiązków w resorcie. Do zadysponowania będą najważniejsze departamenty: mieszkalnictwa, architektury, budownictwa i geodezji, planowania przestrzennego oraz gospodarki nieruchomościami. Od tego, kto będzie nimi zarządzał, będzie zależeć, kto będzie de facto prowadził politykę mieszkaniową. Departament mieszkalnictwa jest tu kluczowym elementem w układance. Przed przyszłym wiceministrem sporo wyzwań. Najbardziej palącym problemem dziś jest kwestia Funduszu Dopłat i finansowania nowych inwestycji mieszkaniowych dla TBS-ów i SIM-ów, w tym przedsięwzięć, które dostały wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy. Pieniądze muszą trafić do samorządów jak najszybciej, zwłaszcza, że o problemie powszechnie było wiadomo już ponad pół roku temu – podkreśla Hanna Milewska-Wilk, specjalistka ds. mieszkalnictwa z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów. Część samorządowych inwestycji z KPO była zagrożona utratą pieniędzy ze względu na brak środków w Funduszu Dopłat. Problem ma rozwiązać ustawa o formach rozwoju mieszkalnictwa. Sejm po wielu komplikacjach zakończył nad nią prace, teraz o jej losach zdecyduje prezydent. Więcej szczegółów- na trzeciej i czwartej stronie głównego wydania.
(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 29.07.2025.).
- „DGP” w innym miejscu zamieszcza tekst: „Jak usprawnić inwestycje, nie ograniczając prawa do sądu?”. Szybciej będzie można uzyskać prawomocną decyzję o warunkach zabudowy lub pozwoleniu na budowę. Taki może być rezultat podwyżki wpisów od skarg do sądów administracyjnych. W przypadku skargi kasacyjnej jest to wzrost o 1500 proc. Dziś wystarczy napisać w odwołaniu: „Nie zgadzam się z decyzją o pozwoleniu na budowę”, by – nierzadko bezpodstawnie – na lata zablokować inwestycję. Dlatego postulat zmiany regulujących to przepisów otwierał listę propozycji mających zaradzić kryzysowi mieszkaniowemu autorstwa Platformy Mieszkaniowo-Budowlanej Pracodawców RP, przygotowaną dla nowego rządu w 2023 r. Pseudoorganizacje społeczne czy kancelarie docierają do sąsiadów inwestycji i nakłaniają ich do udzielenia im pełnomocnictwa, które pozwoli złożyć odwołanie. Ponieważ nic to nie kosztuje, nie trzeba go też merytorycznie uzasadniać, to dlaczego tego nie zrobić. A jak się uda coś ugrać, to się mocodawcy z pełnomocnikami podzielą wyciągniętymi od deweloperów pieniędzmi. Oczekiwania idą w setki tysięcy złotych. Apel był skierowany do Ministerstwa Rozwoju i Technologii, któremu przed rekonstrukcją podlegało mieszkalnictwo. Resort przygotował swoją propozycję rozwiązania problemu, ale utknęła ona na początkowym etapie procesu legislacyjnego. Wygląda na to, że pałeczkę przejęło Ministerstwo Sprawiedliwości, bo przygotowało projekt nowego rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie wysokości oraz szczegółowych zasad pobierania wpisu w postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Ministerstwo proponuje w projekcie, aby opłaty sądowe za rozpoznanie skarg w sprawach istotnych z punktu widzenia prowadzenia inwestycji były znacznie wyższe niż teraz. W przypadku pozwolenia na budowę wysokość wpisu od skargi miałaby wzrosnąć z 500 zł do 2 tys. zł, natomiast w przypadku decyzji o warunkach zabudowy (WZ) z 500 zł do 1 tys. zł. Jeśli chodzi o pozwolenia na budowę, za rozpoznanie skargi kasacyjnej trzeba będzie zapłacić 4 tys. zł – jeżeli projekt zostanie przyjęty w tym kształcie. Więcej szczegółów- na pierwszej stronie głównej wkładki prawnej.
(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 29.07.2025.).
- „DGP” odnotowuje również: „Problem z wykładnią nowego prawa. Tym razem chodzi o magazyny”. Większość gmin twierdzi, że magazyny soli drogowej to budynki. Niektóre uznały jednak, że to budowle. Wydawane w tej sprawie interpretacje pokazują, że część gmin próbuje dostosować wykładnię do swoich potrzeb. Nie można z góry przesądzać, że żaden z takich magazynów nie spełnia definicji budynku. Jednak argumentacja części organów już budzi kontrowersje, ponieważ od 1 stycznia 2025 r. z definicji budynku wyłączono obiekty na materiały sypkie. Nowelizacja ustawy o podatkach i opłatach lokalnych wprowadziła w art. 1a ust. 1 pkt 1 nową definicję budynku. Wynika z niej, że budynkiem nie jest obiekt, który mimo że spełnia podstawowe cechy budynku (ma m.in. fundament i dach), to jest przeznaczony na składowanie materiałów (sypkich, ciekłych, gazowych), a jego podstawowym parametrem technicznym wyznaczającym jego przeznaczenie jest pojemność. Występując o jedną z tegorocznych interpretacji, firma wyjaśniła, że magazyny soli, które ma, to duże obiekty wolnostojące, zamknięte i zadaszone, z fundamentami żelbetowymi, ściankami działowymi drewnianymi z desek i murowanymi ścianami zewnętrznymi, z cegły. Firma podkreśliła, że mają one chronić sól przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, m.in. zawilgoceniem. Prezydent stwierdził, że magazyn soli nie spełnia tych warunków, więc należy go uznać za budynek. Więcej szczegółów- na drugiej stronie głównej wkładki prawnej.
(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 29.07.2025.).
- W „DGP” czytamy też: „Jest szansa na przełom w sprawie sankcji kredytu darmowego”. Sąd Najwyższy wskaże, czy sędziowie mają z urzędu badać możliwość powołania się na przepisy o darmowym kredycie, oraz wyjaśni, od kiedy należy liczyć termin przedawnienia roszczeń. Zdaniem ekspertów uchwała będzie miała kluczowy wpływ na losy kredytobiorców. W środę Sąd Najwyższy najprawdopodobniej odpowie na pięć pytań zadanych mu przez Sąd Okręgowy w Poznaniu w sprawie sankcji kredytu darmowego (SKD). Chodzi o interpretację przepisów umożliwiających posiadaczom kredytów konsumenckich o wartości nieprzekraczającej 255 550 zł złożenie pozwu przeciwko bankom, które nie wywiązały się z ciążących na nich obowiązków informacyjnych. Pozytywne dla kredytobiorcy rozpatrzenie sprawy skutkuje zwolnieniem z obowiązku oddania bankowi czegokolwiek ponad pożyczony kapitał. Pierwsze pytanie zadane przez poznański SO dotyczy obowiązku badania przez sąd z urzędu tego, czy zachodzą podstawy do zastosowania SKD. SO w Poznaniu poprosił SN także o wskazanie jasnego terminu, wraz z którym wygasa możliwość powołania się przez kredytobiorcę na przepisy o SKD. Trzecie pytanie dotyczy związku między tzw. klauzulami abuzywnymi a możliwością powołania się na SKD. Czwarte i piąte pytanie dotyczą tego, czy możliwe jest oprocentowanie części kredytu przeznaczonej na prowizję oraz czy błędne obliczenie RRSO lub całkowitej kwoty do zapłaty (wynikające np. z oprocentowania kosztów pozaodsetkowych) może być samo w sobie podstawą do zastosowania SKD. Więcej- na czwartej stronie głównej wkładki prawnej.
(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 29.07.2025.).
- „DGP” zamieszcza również tekst: „Wzorzec umowy kredytu hipotecznego”. W Biurze Rzecznika Finansowego zaprezentowano wzorzec modelowej umowy kredytu hipotecznego. Za jego opracowanie odpowiada zespół Europejskiego Kongresu Finansowego kierowany przez prof. dr hab. Michała Romanowskiego. Celem tego projektu jest położenie kresu licznym sporom między bankami a kredytobiorcami wynikającymi z różnych, często wadliwie skonstruowanych umów. Jeśli banki zamiast konstruować własne umowy, sięgałyby do wzorca podsuniętego im przez państwo, wówczas ryzyko nadużyć byłoby znacznie mniejsze. Do sukcesu tego rozwiązania konieczne byłoby jednak to, by stało się ono powszechnie stosowane przez kredytodawców. Z prezentacji prof. Romanowskiego wynika, że umowa ma być przede wszystkim sporządzona za pomocą tzw. prostego języka, zrozumiałego dla przeciętnego konsumenta, stroniącego od prawniczego i ekonomicznego żargonu. Co więcej, przewidziano w niej możliwość wyboru przez klienta sposobu oprocentowania kredytu – stopy stałej lub zmiennej oraz jasno określono warunki zmiany tego wariantu. W modelu zaprezentowanym przez prof. Romanowskiego znalazły się również zapisy, których celem jest wyeliminowanie ryzyka wystąpienia tzw. klauzul abuzywnych, a także wyjście naprzeciw tym kredytobiorcom, którzy zmagają się z przejściowymi kłopotami finansowymi. Jakość tego rodzaju kontraktu miałaby być gwarantowana przez państwo- odnotowano na szóstej stronie głównej wkładki prawnej.
(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 29.07.2025.).