Wtorek, 21 lipiec 2026

  • Wtorkowa „Rzeczpospolita” w swoim dodatku „Tygodnik Urzędników” odnotowuje: „Walka o ciszę grzęźnie w administracyjnym labiryncie. Dlaczego?”. Mieszkańcy latami czekają na skuteczną ochronę przed hałasem z dróg, linii kolejowych czy lotnisk. Przyczyną są nie tylko rosnące uciążliwości, lecz także rozproszone kompetencje urzędów i niejednoznaczne przepisy. Ciągnący się od kilku dekad imponujący rozwój infrastruktury transportowej, postępująca urbanizacja, presja „mieszkaniówki” na każdy metr kwadratowy ziemi, a także odbijający się po pandemii COVID-19 ruch lotniczy powodują, że liczba osób narażonych na hałas zwiększa się. Tempo prac nad nowym ładem przestrzennym w samorządach oraz brzmienie przepisów przejściowych wzmogło dodatkowo działania właścicieli nieruchomości, zmierzające do zabezpieczenia wartości gruntów poprzez zagwarantowanie sobie prawa do ich zabudowy. Może to w wielu miejscach odebrać potencjał najskuteczniejszemu sposobowi na ochronę mieszkańców przed hałasem przy jednoczesnym rozwoju infrastruktury, czyli odpowiedniemu planowaniu przestrzennemu. Art. 174 ustawy Prawo ochrony środowiska (POŚ) wskazuje między innymi, że hałas związany z eksploatacją dróg, linii kolejowych, tramwajowych itd. nie może powodować przekroczenia standardów jakości środowiska poza terenem, do którego zarządzający tym obiektem ma tytuł prawny. Brzmi to binarnie, ale nic z tego nie wynika. Nawet gdy zarządzający dysponuje własnymi pomiarami świadczącymi o tym, że zarządzany przez niego obiekt generuje ponadnormatywny hałas, to i tak z reguły nie podejmuje działań, aby zadość uczynić tej regulacji do czasu, gdy nie zostanie to administracyjnie nakazane. Biernie oczekuje więc na aktywność organów środowiska. Te oczywiście mają swoje powinności i podstawy prawne do działania, ale czy efektywne? Najpowszechniejszą jest art. 362 ustawy POŚ, przewidujący wydanie decyzji w sprawie ograniczenia oddziaływania na środowisko…, wobec podmiotu naruszającego prawo- czytamy. Więcej dla zainteresowanych- na pierwszej i trzeciej stronie dodatku.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 21.07.2026.).

  • „Tygodnik…” zamieszcza również tekst: „Czy stacja bazowa na budynku wymaga pozwolenia na budowę?”. NSA potwierdził, że stacja bazowa telefonii komórkowej na dachu istniejącego budynku może być uznana za instalację urządzeń technicznych. Taka inwestycja co do zasady nie wymaga pozwolenia na budowę. Inwestor zgłosił staroście zamiar wykonania inwestycji, w ramach której zaplanował instalację antenowych konstrukcji wsporczych (4 szt.) o wysokości 8,3 m (całkowitej wysokości z odgromnikiem 9,5 m) wraz z osprzętem; montaż instalacji radiokomunikacyjnej (urządzenia telekomunikacyjne), w tym: szafy telekomunikacyjnej na ruszcie stalowym i systemów antenowych zawieszonych na konstrukcji wsporczej. Wszystkie elementy inwestycji miały zostać zlokalizowane na dachu już wybudowanego budynku. Starosta wniósł sprzeciw. W jego ocenie zgłoszone roboty budowlane nie stanowią „instalowania” czy też montażu instalacji radiokomunikacyjnej telefonii komórkowej. Wykonanie jej stanowi budowę nowej budowli, co potwierdza rozmiar i charakter inwestycji. W związku z tym wymaga pozwolenia na budowę. Wojewoda utrzymał w mocy sprzeciw. Wskazał, że inwestycja nie stanowi instalacji urządzeń na obiekcie budowlanym. To, że inwestor określił planowane zamierzenie jako „instalacja” nie zmienia, w ocenie wojewody, charakteru planowanej inwestycji. Musi funkcjonować jako całość i wymaga przeprowadzenia odpowiednich robót budowlanych. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę inwestora na decyzję wojewody. Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA (wyrok z 14 stycznia 2026 r.) zwrócił uwagę, że zwolnienie z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę dla takich robót jest przewidziane w Prawie budowlanym od 1997 r. NSA podkreślił przy tym znaczenie nowelizacji z 2010 i 2019 r., które miały na celu usunięcie rozbieżności w orzecznictwie na rzecz jednoznacznego wskazania, że wykonanie stacji bazowej na budynku mieści się w pojęciu instalowania, a tym samym podlega zwolnieniu z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę. Dodatkowo NSA zaznaczył, że stacja bazowa telefonii komórkowej w świetle przepisów Prawa ochrony środowiska jest ujmowana jako instalacja. Stanowi ona zespół stacjonarnych urządzeń technicznych powiązanych technologicznie, które emitują pole elektromagnetyczne. Jednocześnie zwolnienie z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę nie oznacza, że pracujące w ramach stacji bazowej urządzenia, które emitują pole elektromagnetyczne są zwolnione z jakichkolwiek wymogów ochrony środowiska- odnotowano także na trzeciej stronie dodatku.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 21.07.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” informuje z kolei: „Zwrot wywłaszczonego gruntu a PIT. Jak ustalić wartość początkową”. Czy wartość odzyskanego po latach gruntu należy ustalić według daty śmierci spadkodawcy czy dnia zwrotu nieruchomości? Odpowiedź na to pytanie ma kluczowe znaczenie dla rozliczenia PIT przy sprzedaży. Naczelny Sąd Administracyjny właśnie jej udzielił. Sprawa dotyczyła podatniczki prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą związaną z wynajmem i zarządzaniem nieruchomościami. W 2019 r. kobieta odzyskała udział w nieruchomości gruntowej, która została wywłaszczona jeszcze w latach 60. XX w. W sporze z fiskusem podkreślała, że grunt nigdy nie wszedł do spadku po jej przodkach. W momencie ich śmierci nie byli już jego właścicielami, ponieważ prawo własności zostało wcześniej odebrane decyzją ówczesnych władz. Po odzyskaniu udziału podatniczka nie wprowadziła go do ewidencji środków trwałych i nie dokonywała odpisów amortyzacyjnych. Kilka lat później go sprzedała. Podatniczka miała jednak wątpliwości, jak powinna ustalić dochód ze sprzedaży. Uważała, że jest nim różnica między ceną sprzedaży a wartością początkową udziału ustaloną według wartości rynkowej z chwili jego nabycia, czyli z momentu zwrotu nieruchomości. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku stwierdził, że skoro nieruchomość została wywłaszczona jeszcze za życia poprzednich właścicieli, to w chwili otwarcia spadku nie mogła być elementem masy spadkowej. „Nie da się bowiem w drodze spadku nabyć rzeczy, która nie wchodzi w skład majątku spadkowego” – uzasadnił sąd. Dlatego orzekł, że nabycie nastąpiło „w inny nieodpłatny sposób”. Natomiast w ocenie NSA podatniczka nabyła udział w nieruchomości w 2019 r., czyli w chwili zwrotu nieruchomości. Przy ustalaniu wartości początkowej nieruchomości należy się więc odnieść do dnia nabycia prawa własności w wyniku zwrotu. Więcej szczegółów- na trzeciej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 21.07.2026.).

  • „DGP” zamieszcza również obszerny tekst: „Walka o słupy, czyli czego nie mówią kancelarie odszkodowawcze”. Kilkaset tysięcy za słup na działce? Po wyroku TK kancelarie kuszą wizją uzyskania odszkodowania, ale takie kwoty uzyskują tylko nieliczni, a pułapek jest dużo. Kancelarie odszkodowawcze chcą dziś zarabiać nie tylko na sporach o kredyty frankowe i sankcję kredytu darmowego. Nowym źródłem biznesu stają się roszczenia dotyczące słupów energetycznych, sieci przesyłowych i rurociągów znajdujących się na prywatnych działkach. Szansę na kolejne pieniądze kancelarie widzą w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 5 grudnia 2025 r. (P 10/16), który otwiera właścicielom nieruchomości drogę do dochodzenia roszczeń za infrastrukturę przesyłową znajdującą się na ich działkach od dziesięcioleci. Doradcy przekonują, że mogą to być szybkie i łatwe pieniądze – ale to nieprawda. Takie sprawy nie są proste ani krótkie. Wysokie odszkodowania otrzymuje tylko niewielka część właścicieli. Nie ma też możliwości automatycznego wznowienia zakończonych postępowań na podstawie samego wyroku TK ani powoływania się na to orzeczenie, ponieważ nie zostało ono opublikowane. Część kancelarii odszkodowawczych sugeruje klientom jednoczesne rozpoczęcie dwóch postępowań: o ustanowienie służebności przesyłu oraz o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z nieruchomości. Zdaniem prawnika, który od lat zajmuje się tego typu roszczeniami, to błąd, który może właściciela nieruchomości słono kosztować. Rozpoczęcie postępowania o ustanowienie służebności przesyłu jest stosunkowo tanie. Opłata sądowa od wniosku wynosi 100 zł. Inaczej wygląda sytuacja w sprawach o bezumowne korzystanie z nieruchomości. W tym przypadku opłata wynosi 5 proc. wartości sporu, czyli kwoty, której właściciel żąda od przedsiębiorstwa przesyłowego. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego nie warto łączyć obu postępowań. Właściciel nieruchomości musi często pokryć zaliczki na opinie biegłych. W typowej sprawie ich łączny koszt wynosi orientacyjnie od 5 do 10 tys. zł. Ostateczna kwota zależy od rodzaju urządzeń, zakresu postępowania i stopnia jego skomplikowania.  Wyroku TK wciąż nie opublikowano. Oznacza to, że na razie nie jest on powszechnie stosowany, a tylko nieliczne sądy się na niego powołują. Nie ma też obecnie podstaw do wznowienia starych spraw, w których właściciele działek przegrali. O tym jednak kancelarie odszkodowawcze często nie informują w hurraoptymistycznych reklamach. Więcej szczegółów- na czwartej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 21.07.2026.)


Zobacz również