Środa, 3 czerwca 2026

  • „Rzeczpospolita” zamieszcza tekst pod hasłem: „Siedem barier głównych”. Polska w czołówce krajów o największych przeszkodach dla biznesu. Największa bariera to koszty pracy. Firmom mocno doskwiera także rosnąca niepewność oraz wysokie ceny energii i paliw. Choć polska gospodarka rośnie w szybkim tempie (w ub.r. 3,6 proc.), a prognozy są optymistyczne, nasz kraj nadal wypada niekorzystnie w badaniu barier dla biznesu publikowanym cyklicznie przez firmę Grant Thornton. Tegoroczne wyniki „Rz” opisuje jako pierwsza. Eksperci wzięli pod lupę siedem kluczowych barier w 34 największych gospodarkach świata. Wskaźnik barier dla Polski oszacowali na 52 proc. (im wyżej, tym gorzej) wobec średnio 46 proc. w całym badaniu i również 46 proc. w krajach Europy. Tylko sześć państw w całym badaniu wypadło gorzej niż Polska. Dobra wiadomość jest taka, że wobec wyniku z ub.r. pozycja naszego kraju się poprawiła. Wtedy byliśmy na niechlubnym drugim miejscu, a poziom barier wynosił 58 proc. wobec 45 proc. średnio w całym badaniu i 45 proc. w Europie. Badanie pokazało pogorszenie dostępu polskich firm do finansowania, ale to najmniej bolesna bariera. Wskazało ją 34 proc. firm. Najwięcej wskazań dotyczy kosztów pracy: 66 proc., choć drugi rok z rzędu ten odsetek maleje z aż 86 proc. w 2024 r. i 81 proc. w 2025 r. Drugą z najbardziej uciążliwych barier jest niepewność, a trzecią koszty energii. W perspektywie wielomiesięcznej niestety należy zakładać dalszą presję na wzrost cen paliw. Więcej szczegółów- na pierwszej stronie głównego wydania. „Rz” wraca do sprawy w kolejnym obszernym tekście: „Bariery dla biznesu pękają za wolno. Co boli?”. Badane bariery to: koszty pracy, niepewność ekonomiczna, ceny energii, brak wykwalifikowanych pracowników, biurokracja, brak zamówień i dostęp do finansowania. Uciążliwość sześciu z nich jest niższa niż rok temu. Pogorszył się tylko dostęp do finansowania, ale nadal jest najmniej bolesną barierą. Wskazało ją zaledwie 34 proc. przedsiębiorstw. Natomiast najwięcej wskazań niezmiennie otrzymują koszty pracy. Więcej dla zainteresowanych- na 15 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 03.06.2026.).

  • „Prawo co dnia” informuje z kolei: „Nieukończony dom ze zwolnieniem”. Dom w stanie surowym otwartym, który jest pierwszą nieruchomością nabywaną dla celów mieszkaniowych, korzysta ze zwolnienia z 2 proc. podatku od czynności cywilnoprawnych – uznał NSA. Zakup pierwszego lokum to dla większości Polaków duże wyzwanie finansowe. Ustawodawca postanowił ich wesprzeć i od 31 sierpnia 2023 r. ustanowił specjalne zwolnienie w podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC) przy zakupie pierwszego dachu nad głową. Fiskus nie zasypuje gruszek w popiele i już szuka sposobów na jego ograniczanie. Na szczęście nie zawsze skutecznie. Potwierdza to precedensowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zaczęło się od wniosku o interpretację. Złożyła go pod koniec 2023 r. kobieta, która wraz z mężem planowała kupić dom w stanie surowym otwartym. Wyjaśniła, że posiada on dach, ale nie ma jeszcze okien. Podatniczka zapewniła, że z mężem spełniają inne wymogi do zwolnienia z PCC, wynikającego z art. 9 pkt 17 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych.  Fiskus uznał inaczej. Zauważył, że zwolnienie z przepisu, na który się powołali nabywcy, dotyczy sprzedaży m.in. prawa własności budynku mieszkalnego jednorodzinnego. A ustawa o PCC nie zawiera definicji budynku czy budynku mieszkalnego jednorodzinnego. Urzędnicy uznali więc za konieczne sięgnięcie do prawa budowlanego i podkreślili, że w ich świetle budynkiem mieszkalnym jednorodzinnym jest taki w stanie umożliwiającym jego normalne użytkowanie i tym samym służący zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych. Na tej podstawie fiskus doszedł do wniosku, że zakup budynku, który nie ma jeszcze pozwolenia na użytkowanie lub nie złożono zawiadomienia o zakończeniu budowy, nie podlega zwolnieniu z PCC. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach nie zgodził się z tą wykładnią. Jego zdaniem brak definicji legalnej pojęcia „budynek mieszkalny jednorodzinny” nie upoważnia do odwołania się do prawa budowlanego. Sąd zgodził się ze skarżącą, że sporna norma miała umożliwić osobom fizycznym nabycie swojego pierwszego mieszkania lub domu z rynku wtórnego na preferencyjnych warunkach, tj. ze zwolnieniem z obowiązku zapłaty PCC.  Ostatecznie korzystną dla podatników wykładnię przepisów potwierdził NSA. Zauważył, że na sporne zwolnienie składają się dwa elementy: przedmiotowy, zgodnie z którym sprzedaż powinna dotyczyć m.in. prawa własności budynku mieszkalnego jednorodzinnego oraz podmiotowy, odnoszący się do kupującego. Sposób wykładni zwolnień podatkowych musi uwzględniać reguły obowiązujące w prawie podatkowym- odnotowano na 12 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 03.06.2026.).

  • „Prawo co dnia” zauważa w innym miejscu: „Zmiany w ochronie zabytków niewystarczające. Będą kolejne”. Dopóki konserwator zabytków będzie oczekiwał, by w pałacu, który ma być pięciogwiazdkowym hotelem, była jedna łazienka na piętro, dopóty status zabytku będzie odstraszał inwestorów. Wchodząca w życie nowelizacja nie uprości procedur. Żeby stworzyć efektywny system ochrony zabytków potrzeba dobrego prawa i pieniędzy. Mamy w Polsce problem z jednym i drugim. A jest co chronić. W rejestrze zabytków znajduje się 80 tys. nieruchomości, a w gminnych ewidencjach może ich być nawet 400 tys. Chętnych do ich ratowania nie jest jednak łatwo znaleźć. Rozwiązania przyjęte w nowelizacji ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która wchodzi w życie 3 czerwca mają poprawić płynność działań biznesowych przy jednoczesnym zachowaniu standardów ochrony wartości obiektów zabytkowych. Tak przynajmniej uważa Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jako że główną bolączką procedur, które trzeba dopełnić, chcąc rozpocząć prace przy zabytku są przewlekłe procedury, to celem tej punktowej nowelizacji jest ich uproszczenie. Najistotniejsze są dwie zmiany. Pierwsza, niebudząca wątpliwości, dotyczy zastąpienia dwóch decyzji wydawanych przez wojewódzkich konserwatorów zabytków w sprawie usunięcia drzew lub krzewów z terenów wpisanych do rejestru zabytków – jedną. Druga to dopuszczenie w miejsce pozwoleń – zgłoszenia. Na zgłoszenie można wykonywać np. roboty budowlane w otoczeniu zabytku, zmienić przeznaczenie zabytku wpisanego do rejestru lub sposób korzystania z niego czy umieścić na nim urządzenia techniczne, tablice reklamowe lub napisy. Kluczowe dla uproszczenia procedur ma być wprowadzenie instytucji milczącego załatwienia sprawy. Jeśli w ciągu 60 dni od zgłoszenia prac konserwator nie wyrazi sprzeciwu, inwestor będzie mógł je rozpocząć. Zgodnie z przepisami wojewódzki konserwator zabytków może też z urzędu, przed upływem terminu, wydać zaświadczenie o braku podstaw do wniesienia sprzeciwu. Jego wydanie uprawnia do rozpoczęcia prac przez inwestora. Jak dalej czytamy, problemem pozostaje brak precyzyjnego katalogu prac możliwych do realizacji w trybie zgłoszenia. W konsekwencji należy uznać za uzasadnione obawy, że organy konserwatorskie – działając w warunkach niepewności prawnej – mogą częściej sięgać po instrument sprzeciwu wobec zgłoszeń w procedurze milczącej zgody. Problemem nie jest uproszczona ścieżka dla niektórych prac wykonywanych na zgłoszenie zamiast pozwolenia, postulowana zarówno przez inwestorów, jak i samych konserwatorów, ale przyjęte w nowelizacji reguły. Zamiast katalogu prostych prac, które można wykonywać na zgłoszenie, ustawodawca posługuje się bardzo pojemnymi kategoriami, pozostawiając ostatecznie ocenie konserwatora, jakie prace można będzie wykonywać na zgłoszenie, a jakie będą wymagać pozwolenia. W ocenie ekspertów niejasność i niespójność przepisów utrudnia wykonywanie ustawowych zadań przez organy ochrony zabytków, wydłuża procesy inwestycyjne oraz zwiększa ryzyko po stronie uczestników rynku. Więcej szczegółów- na 13 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 03.06.2026.).

  • W „Rz” czytamy również: „Prognozy EKF dla Polski. Główne ryzyko to zbyt wysoki deficyt”. Choć tempo wzrostu PKB ma być dodatnie, a stopa bezrobocia relatywnie niska, nieodpowiedzialna polityka fiskalna może zacząć ciążyć gospodarce. Nie można dłużej unikać tematu ogromnego deficytu – alarmowali ekonomiści na Europejskim Kongresie Finansowym. Raport „Makroekonomiczne wyzwania i prognozy dla Polski” to konsensus prognostyczny Europejskiego Kongresu Finansowego, opracowany na podstawie opinii 56 ekonomistów i ekspertów. Tegoroczna edycja, zaprezentowana podczas drugiej sesji EKF, pokazuje, że perspektywy dla polskiej gospodarki nie są najgorsze, ale trudno też o pełny optymizm. Średnia prognoz makroekonomistów pokazuje wyraźny obraz: lata najsilniejszego wzrostu PKB mamy już za sobą. Prognozy EKF na 2026 r. wskazują, że PKB wzrośnie o 3,5 proc. wobec 3,6 proc. w 2025 r. W 2027 r. tempo wzrostu gospodarczego ma obniżyć się do 3 proc., w 2028 r. – do 2,9 proc., a w 2029 r. do jedynie 2,6 proc. Podobnie może wyglądać ścieżka konsumpcji prywatnej oraz inwestycji, choć w tym roku ekonomiści spodziewają się jeszcze ich silnego wzrostu – o 8,2 proc. Jeśli chodzi o inflację, autorzy raportu prognozują jej stopniowy spadek do 2,5 proc. w 2029 r., przy założeniu stabilizacji sytuacji geopolitycznej, w tym na Bliskim Wschodzie. W takim scenariuszu stopy procentowe powinny pozostać bez większych zmian. Szczególny niepokój budzi sytuacja finansów publicznych.  Jeszcze rok temu ekonomiści przewidywali wzrost długu publicznego do około 65 proc. PKB w 2028 r. Obecnie prognozy są znacznie bardziej pesymistyczne – wskazują na 70 proc. PKB już w 2027 r. oraz około 75 proc. PKB pod koniec 2029 r. Przyczyna jest jedna: utrzymujące się wysokie deficyty sektora finansów publicznych. Mimo objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu, nie udaje się ich ograniczyć do akceptowalnego poziomu. Więcej szczegółów- na 16 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 03.06.2026.).

  • „Rz” zamieszcza również obszerny tekst: „Mieszkanie pod klucz od dewelopera. To dobra oferta dla inwestora?”. Grupa deweloperów, którzy oferują pakiety wykończenia mieszkań, rośnie. Na polskim rynku wciąż jednak dominuje standard deweloperski, czyli „gołe ściany”. Jak wskazuje cytowany w tekście ekspert portalu RynekPierwotny. pl, wykończenie pod klucz jako jedyny wybór dla klienta to oferta typowa dla dłużej działających rynków deweloperskich. Wciąż może nie być w pełni dostosowana do rodzimej specyfiki. Oferta wykończenia mieszkania – czy to według indywidualnego projektu, czy w ramach predefiniowanych pakietów – staje się standardem w dużych miastach, u największych deweloperów. Czasem tym zadaniem zajmuje się własny zespół dewelopera, czasem firma nawiązuje współpracę z biurami projektantów wnętrz – mówi. – Oferta wykończenia kierowana jest do inwestorów i do osób, które nie chcą tracić czasu na samodzielne organizowanie prac, szukanie ekip wykończeniowych. Z analiz CBRE wynika, że popularność pakietów wykończeniowych dynamicznie rośnie. Niektórzy deweloperzy mówią, że nabywcy korzystają z nich przy ok. 20–30 proc. transakcji, czasem to nawet więcej. Zainteresowanych takimi pakietami może być nawet ponad 60 proc. szukających lokali. Więcej szczegółów, m.in. odnośnie oferty pakietów wykończeniowych u wiodących deweloperów- na 18 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 03.06.2026.).

  • Komercyjna wkładka „Rz”– „Moje Pieniądze”– zamieszcza z kolei tekst: „Dużo tańsze nieruchomości na przedmieściach. Czy warto?”. Mniejsze gminy w dużych aglomeracjach kuszą dużo niższymi cenami mieszkań. Na rynku wtórnym różnice sięgają nawet 80 proc., a w sporadycznych przypadkach nawet więcej. Jak podaje portal Nieruchomosci-online.pl, średnia cena ofertowa lokali z drugiej ręki w Warszawie w I kwartale to 17,9 tys. zł za mkw. W Radzyminie: 10,1 tys. zł, w Ząbkach – 12,6 tys. zł, w Piasecznie – 12,5 tys. zł, w Markach i Legionowie – 11,3 tys. zł, a w Pruszkowie – 12,8 tys. zł. Średnia różnica między cenami mieszkań z drugiej ręki w Warszawie a okolicznymi miastami to 53 proc. We Wrocławiu mieszkania na rynku wtórnym (średnia cena ofertowa: 13,4 tys. zł/mkw.) są droższe niż w miastach aglomeracji średnio o 56 proc. Serwis Nieruchomosci- online.pl szacuje, że lokale w stolicy Dolnego Śląska są droższe niż w gminie Brzeg Dolny średnio o 81 proc. (7,4 tys. zł/mkw.). W Oleśnicy średnia cena mieszkań to 8 tys. zł za mkw., w Kobierzycach – 11 tys. zł, a w Miękini – 9,3 tys. zł. Także na rynku pierwotnym mieszkania „podmiejskie” są tańsze. Dane BIG DATA RynekPierwotny. pl pokazują, że np. w Warszawie średnia cena ofertowa mkw. nowych lokali zbliża się do 20 tys. zł, a w okolicach stolicy to 11,9 tys. zł. W Krakowie przeciętna cena pod koniec marca wynosiła 17,1 tys. zł za mkw., w okolicach miasta – 11 tys. zł. W Trójmieście to odpowiednio 17,7 i 11,9 tys. zł za mkw. Jak dalej czytamy, wokół „wyprowadzki za miasto” narósł mit, który warto rozbroić na wstępie. Wersja popularna brzmi: praca zdalna zmienia świat, ludzie uciekają z miasta, kupują taniej pod miastem, są wolni. Wersja prawdziwa wygląda inaczej. W 2026 r. praca w pełni zdalna kurczy się, a nie rośnie. Z raportu Grant Thornton wynika, że odsetek firm dopuszczających home office spadł z 62 do 55 proc. w ciągu roku, a pełną swobodę wyboru miejsca pracy daje już tylko 13 proc. pracodawców, wobec jednej trzeciej dwa lata temu. Co piąta firma planuje dalsze ograniczenia w tym roku. To nie jest tło dla masowej ucieczki za miasto. To tło dla powrotu codziennych dojazdów do biur. Deweloperzy nauczyli się, że pas podmiejski jest dziś tym, czym w poprzedniej dekadzie były obrzeża samych miast. Buduje się tam masowo, zwłaszcza w okolicach Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Trójmiasta. Liczba ofert w typowych przedmieściach i miastach satelickich idzie w setki, a rynek pierwotny rośnie szybciej niż wtórny. Kluczem są dojazdy. „Pod miastem” w największych aglomeracjach to nie wieś, tylko zaplecze sypialne: Piaseczno i Pruszków pod Warszawą, Wieliczka i Niepołomice pod Krakowem, Długołęka pod Wrocławiem, Pruszcz Gdański pod Gdańskiem. Wzór jest wszędzie ten sam. Metr w mieście kosztuje dziś od 12 do 20 tys. zł, w pasie podmiejskim – 8 do 13 tys. Wygląda jak okazja. Tylko że ta różnica to nie jest „tańsze mieszkanie”. To jest cena za każdy poranek na obwodnicy, każdy korek przy wjeździe do miasta i każdy weekend, w którym dziecko nie ma znajomych w pobliżu- odnotowano. Więcej szczegółów- na 10 i 11 stronie wkładki.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 03.06.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” informuje natomiast: „Mieszkanie od wojska za ułamek ceny. Trwa kolejna sprzedaż nieruchomości”. Rosnące ceny mieszkań sprawiają, że coraz więcej osób szuka alternatywnych sposobów zakupu nieruchomości. Jedną z nich są przetargi organizowane przez Agencję Mienia Wojskowego. W aktualnej ofercie znalazły się lokale w największych miastach oraz mieszkania, których ceny wywoławcze nie przekraczają 90 tys. zł. Wśród nieruchomości wystawionych przez Agencję Mienia Wojskowego można znaleźć zarówno niewielkie mieszkania w blokach, jak i większe lokale czy domy z działkami. Choć część ofert wymaga dodatkowych nakładów na remont, ceny wywoławcze niektórych nieruchomości mogą zwrócić uwagę osób szukających okazji inwestycyjnych. Najdroższe nieruchomości oferowane przez Agencję Mienia Wojskowego znajdują się w Warszawie. Ceny wywoławcze mieszkań wahają się tam od niespełna 14 tys. do około 20 tys. zł za metr kwadratowy, przy czym większość ofert mieści się w przedziale około 15 tys. zł za mkw. Znacznie korzystniej prezentują się ceny w innych dużych miastach. We Wrocławiu stawki wywoławcze mieszkań oferowanych przez AMW wynoszą około 7 tys. zł za metr kwadratowy. W Poznaniu ceny sięgają średnio około 11,5 tys. zł za mkw., natomiast w Szczecinie można znaleźć lokale wycenione na 5,5-6 tys. zł za metr kwadratowy. Różnice pokazują, że wojskowe nieruchomości nie stanowią jednej grupy cenowej. Duże znaczenie ma lokalizacja, standard budynku oraz stan techniczny konkretnego lokalu. Największe zainteresowanie mogą budzić oferty z mniejszych miejscowości. Jednym z przykładów jest lokal w Mirosławcu Górnym na Pomorzu Zachodnim. Mieszkanie o powierzchni niemal 49 mkw. zostało wystawione z ceną wywoławczą 88 tys. zł, co oznacza stawkę poniżej 2 tys. zł za metr kwadratowy. Tak atrakcyjne ceny nie są jednak przypadkowe. W mniejszych miejscowościach popyt na nieruchomości jest znacznie niższy niż w największych aglomeracjach. Dodatkowo część lokali wymaga modernizacji, co wpływa na wycenę przygotowaną przed przetargiem. Eksperci rynku nieruchomości od lat zwracają uwagę, że przy zakupie mieszkań z przetargów publicznych kluczowe znaczenie ma dokładna analiza dokumentacji. Cena wywoławcza może wyglądać atrakcyjnie, jednak koszt remontu bywa liczony w dziesiątkach tysięcy złotych.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 03.06.2026.).

  • „Kurier Szczeciński” zauważa: „W lustrzanym odbiciu: ludzie, domy, zieleń. Śródmiejski kwartał- <<Bliżej przestrzeni>>”. Lustrzane rzeźby zdobią ulice Dubaju. Chicago ma swoją Cloud Gate. Nottingham – Sky Mirror. Swój lustrzany pawilon miejski ma również Wrocław. Do tego elitarnego grona ośrodków z oryginalnymi akcentami rzeźbiarskimi właśnie dołączył Szczecin. W śródmiejskim kwartale 36 stanął… oryginalny lustrzany sześcian. Przebudowa śródmiejskiego kwartału 36 to jedna najciekawszych realizacji ostatnich lat w Szczecinie. Dzięki niej zupełnie nową jakość – estetyczną oraz funkcjonalną – zyskała przestrzeń pomiędzy budynkami ul. Małkowskiego, księcia Bogusława X, Bohaterów Getta Warszawskiego oraz Królowej Jadwigi. O jej rozmachu świadczy m.in. właśnie zamontowany akcent rzeźbiarski, którego autorem jest krakowski rzeźbiarz i architekt Marek Solarz. Rzeźba ostała zaprojektowana przez szczecińską Grupę Architektoniczną Domino. I jest częścią – jak przypomina Centrum Informacji Miasta – programu rewitalizacji pn. „Bliżej Przestrzeni”, zrealizowanego przez Szczecińskie TBS we wnętrzu kwartału 36 oraz al. Wojska Polskiego, przy Placu Zgody- czytamy na łamach „Kuriera”.

                  (Źródło: „Kurier Szczeciński”– 03.06.2026.).

Zobacz również