Środa, 16 październik 2019

Dane zadłużonych wciąż bywają tajemnicą, Rzeczpospolita
Kolejne mapy bez opłat, Rzeczpospolita
Przetargi: wykluczenie i samooczyszczenie, Rzeczpospolita
Specustawa będzie musiała poczekać, Rzeczpospolita
Polska bryluje na tle regionu, Rzeczpospolita
Banki oddadzą pieniądze. I poproszą o zwrot, Dziennik Gazeta Prawna
Gminom będzie trudniej ominąć przetargi. To wynik wyroku TSUE, Dziennik Gazeta Prawna
Zmiany w geodezji mają przyspieszyć proces budowlany, Dziennik Gazeta Prawna
Stop Smog zbyt skomplikowany dla samorządów, Dziennik Gazeta Prawna
Rządowy program z dużym opóźnieniem, Gazeta Wyborcza
Fiasko superpomysłu PIS- u, Gazeta Wyborcza

Więcej poniżej.

 

"Prawo co dnia" w "Rzeczpospolitej" odnotowuje: "Dane zadłużonych wciąż bywają tajemnicą". Właściciele mieszkań mają prawo wglądu do dokumentacji wspólnoty mieszkaniowej. Przepisy RODO nie blokują tego przywileju. We wtorek NSA orzekał w sprawie ochrony danych osobowych właścicieli lokali we wspólnocie mieszkaniowej. Dostępu do nich żądała jedna z właścicielek mieszkań, która chciała wiedzieć, kto nie płaci, oraz poznać rozliczenie kosztów dostawy mediów. To masowy problem we wspólnocie- zarząd odmawia wglądu właścicielom do dokumentów. Ostatnio modną wymówką stało się RODO. Prawnicy nie mają jednak wątpliwości: RODO nie blokuje dostępu do danych we wspólnocie. W tej konkretnej sprawie zarząd wspólnoty bronił się, że udostępnił właścicielce ogólne dane dotyczące rozliczeń całego budynku, a indywidualnych, poszczególnych lokali już nie, ponieważ byłoby to naruszenie danych osobowych. Ostatecznie właścicielka złożyła skargę do NSA. Jej pełnomocnik tłumaczył, że zarząd, odkąd WSA wydał niekorzystny dla właścicielki wyrok w tej sprawie, zasłania się nim. Nie chce udostępnić żadnych danych, bo sąd zakazał. Obecnie w sądzie powszechnym toczy się sprawa przeciwko wspólnocie odnośnie rozliczeń za media. Biegły sądowy nie może przeprowadzić ekspertyzy, bo wspólnota zasłania się zakazem z wyroku WSA. Nastąpił więc całkowity paraliż wglądu do dokumentów wspólnoty. NSA uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Prawnicy przyznają, ze tego rodzaju sprawy nie są wyjątkiem. Tymczasem przepisy są jasne. Właściciel lokalu jest współwłaścicielem nieruchomości, a tym samym ma prawo wiedzieć, jaki jest stan wspólnoty mieszkaniowej, w tym zadłużenie poszczególnych lokali. W tekście przypomniano, że według ogólnych szacunków w Polsce istnieje 3 mln wspólnot mieszkaniowych. 80 proc. z nich funkcjonuje w aglomeracjach i większych miastach, na wsi jest ich niewiele. Szczegóły- na 14 stronie głównego wydania.

(Źródło: "Rzeczpospolita"- 16.10.2019.).

 

"Prawo co dnia" także krótko: "Kolejne mapy bez opłat". Zdjęcia lotnicze z państwowych zasobów będzie można pobierać za darmo. Rada Ministrów przyjęła nowelizację prawa geodezyjnego i kartograficznego. Przewiduje ona bezpłatne udostępnianie danych pochodzących z centralnego zasobu geodezyjnego i kartograficznego, takich jak ortofotomapy- popularne zdjęcia lotnicze- dane numeryczne modelu terenu, dane topograficzne etc. Nowelizacja przewiduje zniesienie pobierania minimalnej opłaty 30 zł za materiały państwowego zasobu geodezyjnego. Zmniejszony zostanie też zakres informacyjny ewidencji gruntów i budynków poprzez usunięcie informacji mających swoje odzwierciedlenie w innych rejestrach państwowych- czytamy także na 14 stronie głównego wydania.

(Źródło: "Rzeczpospolita"- 16.10.2019.).

 

"Prawo co dnia" zamieszcza również tekst: "Przetargi: wykluczenie i samooczyszczenie". Nowe przepisy dotyczące zamówień publicznych nadal zawierają kwestie, które będą budziły wiele wątpliwości w praktyce obrotu. Wbrew pozorom są one bardziej rygorystyczne dla wykonawców i bardziej wymagające dla zamawiających niż obecnie. 11 września br. Sejm uchwalił nowe prawo zamówień publicznych. Ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2021 r., co oznacza stosunkowo długie vacatio legis. Z punktu widzenia wykonawców uczestniczących w rynku zamówień publicznych, ale także z punktu widzenia zamawiających, jedną z najistotniejszych kwestii jest sposób uregulowania w ustawie podstaw wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia, jak również tzw. procedury samooczyszczenia. W nowym pzp zachowano podział na obligatoryjne i fakultatywne przesłanki wykluczenia. W odniesieniu do fakultatywnych, zamawiający, tak jak dotychczas, jest uprawniony do podjęcia decyzji, które z nich będzie badał i stosował w danym postępowaniu, poprzez ich wskazanie w ogłoszeniu o zamówieniu lub w dokumentach zamówienia. Istotną zmianą jest przepis, zgodnie z którym w pewnych przypadkach zamawiający może nie wykluczać wykonawcy, w stosunku do którego zmaterializowała się dana podstawa wykluczenia, jeżeli wykluczenie byłoby w sposób oczywisty nieproporcjonalne- czytamy w ramach wstępu. Więcej- na 18 stronie głównego wydania.

(Źródło: "Rzeczpospolita"- 16.10.2019.).

 

"Rz" informuje też: "Specustawa będzie musiała poczekać". Pierwsze podejście do tzw. specustawy górniczej skończyło się triumfem jej przeciwników: ustawę zdjęto z porządku obrad sejmowej Komisji Ochrony Środowiska. Nie oznacza to jednak, że jej przeciwnicy mogą odtrąbić zwycięstwo. Niemal na pewno sprawa wróci w nowej kadencji. W dotychczasowej postaci- jak twierdzą ekolodzy, aktywiści lokalnych organizacji i samorządowcy- stanowiła ona naruszenie kompetencji władz samorządowych oraz m.in. praw własności mieszkańców terenów objętych specustawą. Może być też sprzeczna z przepisami UE. Nazywana nieco złośliwie lex węgiel specustawa ma pozwalać ministrowi środowiska na wskazywanie miejsc o "strategicznym znaczeniu" dla energetycznych interesów państwa. Miejsce raz wskazane będzie praktycznie nieodwołalnie przeznaczone na kopalnię. Szczegóły- na 20 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

(Źródło: "Rzeczpospolita"- 16.10.2019.).

"Rz" odnotowuje również: "Polska bryluje na tle regionu". Międzynarodowe kapitał wartkim strumieniem płynie na rynki nieruchomości komercyjnych w Środkowej i Wschodniej Europie, a szczególnie nad Wisłę. W czasach spowolnienia region zachowa atrakcyjność względem Zachodu. Nieruchomości komercyjne w Europie Środkowo- Wschodniej, przede wszystkim w Polsce, wciąż przyciągają inwestorów. Czy w obliczu nadciągającego spowolnienia ta sytuacja się utrzyma? Na to pytanie postanowili odpowiedzieć eksperci BNP Paribas Real Estate w raporcie skierowanym do uczestników niedawnych targów Expo Real w Monachium. To obok targów MIPIM w Cannes kluczowa impreza o randze międzynarodowej. W ciągu ostatnich pięciu lat rynek Europy Środkowo- Wschodniej- rozumiany jako Polska, Czechy, Węgry i Rumunia- rósł skokowo i zyskał ugruntowaną przychylność inwestorów. W 2018 r. padł rekord: fundusze przeznaczyły na zakupy 12,6 mld euro, o 12 proc. więcej niż rok wcześniej. W I połowie 2019 r. wartość transakcji wyniosła 5,45 mld euro, co oznacza wzrost o 8 proc. oraz zapowiada kolejny bardzo silny rok. Ze struktury transakcji wynika, że inwestorzy w naszym regionie stawiają przede wszystkim na biurowce. Wyraźnie spada zainteresowanie nieruchomościami handlowymi, a rośnie magazynami- to w dużej mierze efekt rosnącego znaczenia e- commerce. Poza główną triadą na celowniku inwestorów były hotele, a także tzw. nieruchomości alternatywne, jak mieszkania na wynajem czy prywatne akademiki. Podaż tego typu obiektów jest wciąż niewielka. Już dziś BNP Paribas Real Estate szacuje zasoby biurowe w samych stolicach regionu na ponad 16 mln mkw. W perspektywie trzech najbliższych lat w Warszawie, Pradze, Bukareszcie i Budapeszcie podaż wzrośnie o około 2 mln mkw. Co ważne, znaczna część tej powierzchni objęta jest już umowami najmu. Co prawda rosną koszty wykonawstwa, ale jest to rekompensowane wzrostem czynszów. Więcej szczegółów- na 22 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

(Źródło: "Rzeczpospolita"- 16.10.2019.).

 

"Dziennik Gazeta Prawna" informuje natomiast: "Banki oddadzą pieniądze. I poproszą o zwrot". Od razu po niekorzystnym dla banków orzeczeniu TSUE w sprawie kredytów walutowych ze strony finansistów zaczęły padać zapowiedzi, że anulowanie umów i konieczność oddania klientom pieniędzy będą się wiązały z żądaniem "wynagrodzenia za korzystanie z kapitału". Jak powinno być ono określane? Najprawdopodobniej bank wyliczy je na podstawie średniego kosztu kredytu. Pod uwagę będzie brał jego oprocentowanie. W tym wypadku nie ma jednak mowy o odsetkach. Żądania banków będą dotyczyły konkretnych kwot. Może to jednak skłaniać sądy do orzekania w odwrotną stronę- nie tylko nie będą uznawane roszczenia o wynagrodzenie za kapitał, ale być może również te dotyczące zwrotu samego kapitału- czytamy na pierwszej stronie głównego wydania. "DGP" wraca do sprawy w kolejnym tekście: "Sądy będą wyceniać koszt kapitału". Wkrótce należy się spodziewać pierwszego pozwu o "wynagrodzenie za korzystanie z kapitału" od klienta, który wywalczył przed sądem unieważnienie umowy o kredyt walutowy. W lipcu Bank Millenium przegrał prawomocnie z jedną z klientek, i musiał oddać niemal 55 tys. zł i 30,5 tys. franków szwajcarskich. Teraz zapowiada wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego. Ale na tym nie koniec. W maju 2017 r. bank wytoczył powództwo o zapłatę z tytułu zaprzestania płatności rat kredytowych. Aktualnie trwają prace nad modyfikacją powództwa w kierunku żądania zwrotu kwoty udzielonego kredytu wraz z wynagrodzeniem za korzystanie przez klienta z kapitału banku. Więcej szczegółów- na 12 stronie głównego wydania.

(Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"- 16.10.2019.).

 

"DGP" odnotowuje również: "Gminom będzie trudniej ominąć przetargi. To wynik wyroku TSUE". Nawet po spełnieniu wszystkich przesłanek formalnych zastosowanie procedury in- house może być niezgodne z prawem. Trzeba uwzględnić także inne przepisy, np. o ochronie konkurencji. Procedura in- house wciąż budzi w Polsce kontrowersje. Przedsiębiorcy uważają, że zabija ona konkurencję, samorządowcy, że powinno się jeszcze bardziej złagodzić przesłanki jej stosowania. Chodzi o specjalne regulacje, które pozwalają gminom powierzać zadania własne należącym do nich spółkom komunalnym z wolnej ręki, z pominięciem przetargu. Przepisy te przede wszystkim są wykorzystywane do zlecania odbioru odpadów miejskim przedsiębiorstwom czy też przy dbaniu o miejską zieleń. Nie tylko jednak. Jak pokazuje sprawozdanie Urzędu Zamówień Publicznych z 2018 r., wykorzystuje się je nawet przy robotach budowlanych. Najnowszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczący procedury in- house może ograniczyć jej stosowanie. Z wyroku płyną dwie wskazówki. Po pierwsze, unijne przesłanki dotyczące udzielania tych zamówień mogą być doprecyzowane przez przepisy krajowe. Po drugie, i to jest najistotniejsze, spełnienie przesłanek formalnych dotyczących zastosowania in- house nie musi oznaczać, że nie narusza się innych przepisów- czytamy na czwartej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"- 16.10.2019.).

 

"DGP" informuje też: "Zmiany w geodezji mają przyspieszyć proces budowlany". Mniejsze obciążenie biurokratyczne w trakcie prac geodezyjnych i kartograficznych zakłada przyjęty przez rząd projekt nowelizacji Prawa geodezyjnego i kartograficznego oraz niektórych innych ustaw. Ma to przyspieszyć proces budowlany. Nowe przepisy mają tez usprawnić prowadzenie państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego. Projekt przewiduje m.in. aktualizowanie z urzędu, czyli bez konieczności składania wniosku, informacji zawartych w ewidencji gruntów i budynków na podstawie materiałów znajdujących się w państwowym zasobie geodezyjnym i kartograficznym. Autor projektu, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, wskazuje, że jednym z ważniejszych planowanych rozwiązań jest nieodpłatne udostępnianie zbiorów danych. Nowelizacja przewiduje też zniesienie opłaty 30 zł za materiały z państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego. Aby usprawnić proces inwestycyjny, zaproponowano wprowadzenie obowiązku tworzenia zbiorów danych przestrzennych dla aktów planowania przestrzennego wraz z określaniem ich minimalnego zakresu. Więcej szczegółów- także na czwartej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"- 16.10.2019.).

 

"Samorząd i Administracja" w "DGP" zauważa natomiast: "Stop Smog zbyt skomplikowany dla samorządów". Jest 800 mln zł dla ubogich energetycznie w najbardziej zanieczyszczonych gminach, a nie ma tłoku po te pieniądze- mówił Piotr Woźny, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Chodzi o pieniądze z programu Stop Smog, dzięki którym nawet w 70 proc. można sfinansować termomodernizację i wymianę pieców i najuboższych mieszkańców. Takie domy są często poważnym źródłem smogu w całej gminie. Więc i na wsparciu ich termomodernizacji powinno gminom zależeć. Jednak jednostki samorządu terytorialnego wcale się do tego nie kwapią. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, słaba informacja, a nawet przekonanie samorządów, że to wsparcie nie jest dla nich, a wyłącznie dla małych samorządów z listy WHO (gmin z najgorszym powietrzem). Po drugie, biurokratyczne wymagania są bardzo skomplikowane, trudne do przejścia dla małych gmin. Przy niewielkiej zaś liczbie termomodernizowanych budynków środki, które można uzyskać z programu, z trudem wystarczają na przygotowania- czytamy na pierwszej stronie dodatku. "Samorząd i Administracja" wraca do sprawy w kolejnym tekście: "Gra niewarta świeczki? Brakuje zainteresowanych programem termomodernizacji dla najbiedniejszych". O rządowym programie Stop Smog gminy niewiele wiedzą. A nawet jeśli, to obawiają się do niego przystąpić, bo wymogi, jakie nałożyła strona rządowa, są ich zdaniem zbyt duże w stosunku do spodziewanych efektów. Co sprawia takie problemy, ze program nie jest dla gmin atrakcyjny? Otóż zanim gmina otrzyma pieniądze, musi m.in. oszacować liczbę beneficjentów i palenisk wymagających wymiany. Ma także uzyskać wcale nieproste do zdobycia informacje o stopniu zanieczyszczenia powietrza na jej terenie. Jej zadaniem jest również zdefiniowanie korzyści wynikających z przystąpienia do programu i oszacowanie, o ile zmniejszy się zapotrzebowanie na ciepło do ogrzewania. Nie obędzie się też bez uchwalenia gminnego programu niskoemisyjnego. Na koniec potrzebne są kwartalne sprawozdania i roczne raporty- czytamy. Więcej- na drugiej stronie dodatku.

(Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"- 16.10.2019.).

 

"Gazeta Wyborcza" w trójmiejskim dodatku odnotowuje: "Rządowy program z dużym opóźnieniem". Przyszli mieszkańcy pytają, kiedy dostaną klucze. Inwestor odpowiada dopiero po interwencji urzędu miasta. "Mieszkanie plus" w Gdyni będzie opóźnione o ponad rok. Inwestycja w Kaczych Bukach w ramach programu "Mieszkanie plus" została zainaugurowana przez ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego oraz prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka w lipcu 2017 r. Rozpoczęto z pompą budowę 172 mieszkań. Jeszcze w styczniu ubiegłego roku, kiedy nad blokami zawisła symboliczna wiecha, prezydent Szczurek wychwalał tempo prac. Później było już tylko gorzej. Zgodnie z harmonogramem mieszkania w stanie surowym powinny być gotowe w styczniu 2019 r., a te wykończone- w maju. Terminów nie udało się dotrzymać. Ponad dwa lata od rozpoczęcia budowy przyszli najemcy zaczęli się niepokoić. Na ich pytania o stan inwestycji wykonawca nie odpowiadał. Dlatego interweniował magistrat, który ponaglał inwestora czyli PFR Nieruchomości. Okazało się, że opóźnienie jest konsekwencją przedłużających się negocjacji z generalnym wykonawcą, który nie dotrzymał terminów umowy. Planowo zakończenie ma nastąpić w ciągu 22 tygodni. Koszt najmu mkw. na osiedlu wyniesie 20 zł. To dużo więcej niż zapowiadane przez rząd 8,5- 12 zł, bowiem mieszkania powstają w oparciu o filar komercyjny. Inwestycja jest budowana na prywatnym gruncie i nie realizuje jej Krajowy Zasób Nieruchomości. Jeszcze w ubiegłym roku premier zapowiadał, że w 2019 r. w budowie będzie 100 tys. mieszkań. Dotychczas w ramach programu powstało ich 867, w budowie są 864, a ponad 38 tys. jest w trakcie "projektowania lub analiz"- czytamy na pierwszej stronie trójmiejskiego dodatku.

(Źródło: "Gazeta Wyborcza"- 16.10.2019.).

 

W innym miejscu "Gazeta" punktuje dalej: "Fiasko superpomysłu PIS- u". Specustawa mieszkaniowa, która miała ułatwić budowę mieszkań przez deweloperów i realizację rządowego programu "Mieszkanie plus" jest niewypałem. Przez rok funkcjonowania prawie żaden inwestor z "lex deweloper" nie skorzystał. Pakiet ułatwień dla deweloperów Sejm uchwalił nieco ponad rok temu. Specustawa mieszkaniowa miała sprawić, że z Polski zniknie problem niedoboru mieszkań. Deweloperzy mieli budować łatwiej i więcej, a realizacja rządowego programu "Mieszkanie plus" zdecydowanie przyspieszyć. Miało się to dokonać dzięki unieważnieniu planów miejscowych, które są najważniejszym dokumentem dotyczącym zagospodarowania miast. Dodatkowo w przypadku terenów poprzemysłowych, powojskowych czy pokolejowych inwestycja może być niezgodna ze studium gminy. Od początku "lex deweloper" budziła sporo zastrzeżeń. Omijanie planów miejscowych może doprowadzić do chaosu przestrzennego, rozlewania się miast i powstania osiedli w miejscach, które się do tego nie nadają. Dlatego sporo samorządów zdecydowało się opracować lokalne standardy urbanistyczne, ograniczające dowolność stosowania specustawy. Zaostrzyły też niektóre wytyczne nawet o połowę. Przez ponad rok samorządowcy zgodzili się na ok. 30 inwestycji na bazie specustawy. Dla porównania w ubiegłym roku oddano w Polsce do użytkowania 185 tys. mieszkań. Zakładając, że jedna inwestycja to 100 mieszkań, na 30 osiedlach wybudowanych według "lex deweloper" znajduje się ok. 3 tys. lokali. To 1,6 proc. wszystkich inwestycji. Więcej szczegółów- na 13 stronie "Gazety".

(Źródło: "Gazeta Wyborcza"- 16.10.2019.).

 

Zobacz również