Piątek, 5 czerwca 2026

  • „Prawo co dnia” w piątkowej „Rzeczpospolitej” odnotowuje: „Do 200 mln zł za przestępstwa środowiskowe”. Surowe kary za zanieczyszczanie przyrody powinny być ograniczone do najpoważniejszych naruszeń będących realnym zagrożeniem dla środowiska – postuluje biznes. Projekt implementacji dyrektywy w sprawie ochrony środowiska poprzez prawo karne (2024/1203), który zmienia szereg przepisów kodeksu karnego, ustaw środowiskowych, a nawet ustawę o policji, budzi obawy wśród przedsiębiorców. Rozszerza on katalog przestępstw przeciwko środowisku, podwyższa sankcje i wprowadza typy kwalifikowane do istniejących już czynów zabronionych (związane ze śmiercią człowieka, ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu albo poważną szkodą w ekosystemie). Z kolei zmiany w ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych przewidują surowsze sankcje za wszystkie czyny przeciwko środowisku w postaci kary pieniężnej w wysokości do 200 mln zł (nie więcej niż 5 proc. rocznego przychodu). W każdym wypadku wysokość będzie indywidualnie określał sąd (minimalna wysokość ma pozostać na poziomie 10 tys. zł.). Projekt przewiduje też uzupełnienie katalogu przestępstw, w których możliwe jest zarządzenie kontroli operacyjnej (np. wytwarzanie lub obrót substancjami niebezpiecznymi bez zezwolenia czy nieodpowiednie postępowanie z odpadami). W ocenie ekspertów kierunek regulacji polegający na skuteczniejszej ochronie środowiska jest słuszny. Przestępczość środowiskowa, zwłaszcza odpadowa, transgraniczna czy związana z substancjami niebezpiecznymi, wymaga realnej reakcji państwa. Tyle że projekt odpowiada na ten problem przede wszystkim przez dalsze mnożenie typów czynów zabronionych, rozbudowywanie znamion i podwyższanie zagrożeń karnych. Prowadzi to do nadmiernej kazuistyki i nadregulacji, noszących momentami znamiona populizmu penalnego. Jak dalej czytamy, zamiast przejrzystych, ogólnych i możliwych do stosowania norm projekt tworzy rozproszony system przepisów karnych w wielu ustawach sektorowych, często operujących pojęciami zbliżonymi, choć nie tożsamymi, jak: istotna szkoda, znaczne pogorszenie, długotrwałe zniszczenie, nieodwracalne obniżenie jakości środowiska.  Więcej szczegółów- na 14 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 05.06.2026.).

  • „Prawo co dnia” zamieszcza również tekst: „Niebagatelne problemy zamówień publicznych”. Wykluczenie spółki z przetargu o wartości 3,7 mld zł za brak wykazania kary w wysokości 15 tys. zł w istocie jest tym samym, czym przed 20 laty był wymóg przybicia zielonej pieczęci w lewym górnym rogu każdej strony oferty. Zamówienia publiczne, wbrew wielu zakusom, to czysta cywilistyka. Minister kupuje serwery, koleje zamawiają tory, a burmistrz – budowę aquaparku. Ma być wykonane według konkretnych wymagań i potrzeb, dobrze i tanio. Po takim wstępie, w zasadzie można by powiedzieć: wszystko jasne. To po co te ponad 600 artykułów w nowej ustawie – Prawo zamówień publicznych (p.z.p.)? Teoretycznie, żeby ułatwiać i rozwiązywać potencjalne nieprawidłowości. Latami, właśnie pod rządami przepisów z 1994 r., mieliśmy festiwal wymogów typu: oferta musi być zszyta na stałe, opieczętowana w górnym lewym rogu, pieczęcią w konkretnym kolorze, raz zielonym, innym razem fioletowym. Brak pieczątki na jednej spośród np. 200 stron, dawał powód do wyboru kolejnej oferty. Dlatego standardem w owych czasach było dobrnięcie przez zamawiającego do trzeciej czy nawet czwartej-piątej pozycji w kolejności ich korzystności, zanim w końcu udawało wybrać poprawną ofertę. Autor tekstu analizuje dalej głośną sprawę przetargu PKP PLK, które wybrały ofertę o wartości 4,5 mld zł.  Nakazane przez KIO (nieprawomocne) odrzucenie oferty Mirbud SA, na skutek odwołania Budimex SA. W dużym skrócie, KIO uznała, że Mirbud złożył nieprawdziwe oświadczenie, bo nie przyznał się, że w przeszłości został ukarany tzw. karą środowiskową. Przemilczał (zataił) takąż właśnie karę w wysokości… 15 tys. zł. Z pewnością twórcom UE, twórcom kolejnych dyrektyw, a nawet twórcom niezliczonych wersji polskich przepisów ustawowych z zakresu zamówień publicznych, nie chodziło o to, aby za niewykazanie kary o równowartości ok. 3 tys. euro, wyrzucać jakiegokolwiek wykonawcę z unijnego przetargu na setki milionów. Ta kara jest znacznie poniżej granicy stosowania ustawy p.z.p. w Polsce. Zamówienia to gospodarka, a nie konkurs doskonałości formalnej. Drobiazgowości zbytecznej, nadmiarowej- czytamy na 15 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 05.06.2026.).

  • „Prawo co dnia” zamieszcza w innym miejscu obszerny tekst: „System podatkowy lepiej mądrze reformować niż rewolucjonizować”. Czy ugody z fiskusem będą zawierane, a podatnicy nie będą ścigani po terminie przedawnienia ich zobowiązań? Da się to osiągnąć, o ile przepisy podatkowe będą starannie napisane i konsultowane z ich adresatami.  Każdy rząd deklaruje, że chce zmienić system danin publicznych na prostszy i wydajniejszy. Obecna ekipa doprowadziła już do wielu drobnych zmian deregulacyjnych, przede wszystkim uproszczenia niektórych procedur. Wprawdzie nie jest to znaczące uproszczenie i usprawnienie systemu podatkowego, ale czy w ogóle taki postulat jest realny? Członkowie Rady Legislacyjnej „Rzeczpospolitej” przestrzegają przed radykalnymi rozwiązaniami. W debacie przeprowadzonej w redakcji na temat systemu podatkowego stwierdzili, że dla podatników, zwłaszcza przedsiębiorców, cenniejsza od rewolucyjnych rozwiązań jest stabilność przepisów. Jeśli zaś ma już dochodzić do zmian, to powinny one być ogłaszane z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem. Zmiany przepisów o przedawnieniu były kolejnym tematem dyskusji członków Rady. Zauważono, że dziś, dzięki cyfryzacji rozliczeń podatkowych, Krajowa Administracja Skarbowa dość szybko uzyskuje informacje o działaniach podatników. W przypadkach podejrzeń o nieprawidłowości w tych rozliczeniach urzędnicy mogą zatem podjąć odpowiednie działania znacznie szybciej, niż w terminie pięcioletnim. Eksperci wskazywali, że zaproponowana nowelizacja ordynacji podatkowej i kodeksu karnego skarbowego, choć od dawna postulowana przez przedsiębiorców i doradców podatkowych, tylko częściowo rozwiązuje problem. Nie obejmie ona przypadków, gdy u podatnika nastąpi wpis hipoteki przymusowej dla zabezpieczenia zobowiązań podatkowych. Za wadę projektu uznano też to, że nawet po przedawnieniu zobowiązań podatkowych sąd będzie mógł wymierzyć karę w wysokości analogicznej do uszczuplonego podatku (choć tylko w przypadku najcięższych przestępstw skarbowych). Więcej szczegółów- na 11 stronie głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 05.06.2026.).

  • „Rz” odnotowuje w innym miejscu: „Nawet 40 euro za metr biura”. Koszty najmu biur zapierają dech w piersiach. Najdrożej jest w sercu Warszawy, gdzie czynsze sięgają nawet 35–40 euro za metr powierzchni do pracy. A to nie wszystko. Ważna jest też wysokość opłat eksploatacyjnych. Prestiżowe biura są drogie. Jak wskazuje dyrektor w dziale powierzchni biurowych w firmie doradczej Colliers, najwyższe czynsze odnotowano do tej pory w budynku Varso – najwyższym obiekcie w Unii Europejskiej. Najwyższe piętra były wynajmowane za ok. 35 euro za mkw. Stawki w Warszawie wzrosły od początku roku. Czynsze w centrum w wysokości 28–30 euro za mkw. nie są już niczym zaskakującym. Wynika to przede wszystkim z ograniczonej podaży i braku nowych inwestycji na rynku. W tym roku nie zostanie oddany żaden budynek, a w przyszłym jedynie dwa. W największych miastach regionalnych górna granica stawek jest wyraźnie niższa, to 18-19,5 euro za mkw. Obowiązują przede wszystkim w najlepszych nowych lub w najlepiej zlokalizowanych obiektach klasy A. Czynsz bazowy to niejedyna opłata, jaką ponosi najemca. O realnym koszcie biura decyduje całkowity koszt najmu, czyli m.in. czynsz, opłaty eksploatacyjne (od 18 do 45 zł za metr), koszty aranżacji, zachęty finansowe, długość umowy, indeksacja, efektywność powierzchni. Zdarza się, że biuro o wyższym czynszu nominalnym może być bardziej racjonalne kosztowo, jeśli pozwala lepiej wykorzystać powierzchnię, ograniczyć koszty operacyjne lub spełnić wymagania ESG i HR. Z punktu widzenia najemców najważniejsze pytanie nie brzmi: które biuro jest najdroższe, ale które najlepiej uzasadnia swoją cenę w całkowitym koszcie użytkowania i w wartości, jaką daje organizacji- odnotowano na 21 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 05.06.2026.).

  • Niżej w „Rz” zamieszcza tekst pod hasłem: „Planujemy budowę mieszkań PRS na dużą skalę”. Szykujemy strategię inwestycyjną w sektorze PRS w Polsce. Portfel 10 tys. mieszkań w perspektywie pięciu–siedmiu lat byłby celem atrakcyjnym, ale też realistycznym – zapowiada Paweł Sobolewski, dyrektor zarządzający na Polskę w Kingstone Real Estate, od 2020 r. pomagającego zagranicznym podmiotom inwestować w nieruchomości komercyjne w Polsce. Jak wskazuje rozmówca „Rz”, firma  zgromadziła w Warszawie i w miastach regionalnych portfel biurowy o wartości ponad 200 mln euro. Kingstone Real Estate ma w portfelu 30 nieruchomości, a wartość aktywów pod zarządzaniem to 1,2 mld euro. Jak dalej podkreśla, firma nie ogranicza się do pośredniczenia w zakupie nieruchomości. Jej głównym obszarem działalności jest zarządzanie nieruchomościami jako aktywami i zarządzanie inwestycjami, które długoterminowo wiąże się z inwestorami. Jest też inicjatorem funduszy lokujących w nieruchomościach kapitał różnych inwestorów. W Niemczech działa od 2018 r. i dotychczas powstało 6 funduszy, których uczestnikami są banki, firmy ubezpieczeniowe czy fundusze emerytalne. Kingstone Real Estate przygotowuje również strategię inwestycyjną w sektorze PRS. To bardzo ciekawy obszar inwestycyjny, ponieważ Polska historycznie charakteryzowała się bardzo wysokim udziałem własności mieszkań. Wynikało to po części z naszej kultury i przekonania, że własne mieszkanie jest naturalnym etapem usamodzielnienia się i stabilizacji życiowej. Przez lata sprzyjały temu również ceny. Dziś sytuacja wygląda już inaczej. Ceny mieszkań bardzo mocno wzrosły, a warunki kredytowania znacząco się zaostrzyły. Jednocześnie zmienia się podejście społeczne. Młodsze pokolenia są mobilniejsze, mniej przywiązane do jednego miejsca i częściej wybierają wynajem zamiast wieloletniego zobowiązania kredytowego. Jak dalej zaznacza rozmówca „Rz”, w tej kwestii firma patrzymy długoterminowo i uważa, że osiągnięcie poziomu około 10 tys. mieszkań w perspektywie 5-7 lat byłoby celem bardzo atrakcyjnym, ale jednocześnie realistycznym. Wszystko powyżej tej skali wymagałoby już prawdopodobnie konsolidacji rynku i łączenia sił z innymi podmiotami. Pełny tekst rozmowy- także na 21 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 05.06.2026.).

  • „Rz” odnotowuje też: „Jak hojnie spółki deweloperskie wynagradzają prezesów?”. Prawie pół setki członków władz giełdowych spółek deweloperskich zainkasowało po przynajmniej 1 mln zł wynagrodzenia za 2025 r.  Gaże powyżej 1 mln zł otrzymało 49 członków i członkiń zarządów spółek deweloperskich – mieszkaniowych i komercyjnych – wynika z naszej analizy sprawozdań finansowych firm. Największa część wynagrodzeń to premie uzależnione od postawionych przez rady nadzorcze celów. Udział kobiet w zestawieniu utrzymuje się na poziomie kilkunastu procent. Listę otwiera Boaz Haim, prezes spółki Ronson Development, budującej mieszkania w kilku aglomeracjach. Menedżer zainkasował ponad 6,6 mln zł, o prawie jedną trzecią więcej niż rok wcześniej, kiedy zajął trzecią lokatę. Wynagrodzenie z tytułu planu motywacyjnego powiązanego z wynikami finansowymi spółki sięgnęło 1,47 mln zł, a 3,11 mln zł menedżer zainkasował ze spółek zależnych grupy. Na drugim miejscu figuruje Nicklas Lindberg, prezes grupy Echo Investment. Sprawujący funkcję od dekady, niezależnie od zmian właścicielskich. To także menedżer regularnie pojawiający się na podium. W 2025 r. otrzymał 5,6 mln zł, o 11 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy to był liderem zestawienia. Lwią część, bo 3,9 mln zł, zainkasował ze spółek zależnych grupy. Trzecie miejsce przypadło Małgorzacie Czaplickiej, prezesce GTC, dewelopera i właściciela nieruchomości komercyjnych w kilku państwach Europy. Czaplicka zainkasowała 1,28 mln euro, czyli 5,4 mln zł. Płaca podstawowa wyniosła 202 tys. euro, reszta to część zmienna – ale w sprawozdaniu nie ma szczegółowych informacji na ten temat. Można zakładać, że to odprawa. Czaplicka była prezeską tylko od 28 maja do 27 października. GTC w zeszłym roku przechodziło roszady kadrowe w związku z polityczną awanturą w węgierskim banku centralnym, który jest pośrednio głównym akcjonariuszem GTC. Zarobkami powyżej 5 mln zł mogą poszczycić się jeszcze Mariusz Książek, prezes, współzałożyciel i główny akcjonariusz mieszkaniowo-aparthotelowego Marvipolu oraz Andrzej Oślizło, od końca 2020 r. szef mieszkaniowej Develii, kontrolowanej przez fundusze emerytalne. Develia w ostatnich latach robi furorę, notując rekordy sprzedaży mieszkań, wyników finansowych i wypłacanych dywidend, oraz dokonując odważnych przejęć- czytamy na 23 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

                  (Źródło: „Rzeczpospolita”– 05.06.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” odnotowuje: „Mniej biurokracji u konserwatora zabytków, ale rewolucji nie będzie”. Milcząca zgoda zamiast pozwolenia konserwatorskiego. To główna zmiana przewidziana w noweli obowiązującej od 3 czerwca. Eksperci podkreślają, że to za mało, a rząd zapowiada kolejne uproszczenia. 3 czerwca wchodzi w życie nowelizacja z 9 października 2025 r. ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Nowe przepisy wprowadzają instytucję zgłoszenia konserwatorskiego w sprawach dotyczących robót budowlanych prowadzonych w otoczeniu zabytku, przeniesienia zabytku ruchomego, zmiany sposobu użytkowania zabytku, montażu urządzeń technicznych, reklam lub napisów na zabytku oraz innych działań mogących wpłynąć na jego stan lub wygląd (z wyjątkiem wycinki drzew). Zgłoszenia będą działać na wzór tych budowlanych. Wojewódzki konserwator zabytków będzie miał 60 dni od wpływu zgłoszenia na wniesienie sprzeciwu. Jeśli tego nie zrobi, inwestor może rozpocząć prace. Oznacza to udzielenie milczącej zgody. Więcej szczegółów- na piątej stronie głównej wkładki prawnej.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 05.06.2026.).

  • „DGP” zamieszcza w innym miejscu obszerny tekst: „Najpierw pieniądze z KPO, potem zmiany w reformie planowania przestrzennego”. Po sierpniu zobaczymy, ile planów ogólnych zostanie przyjętych, i usiądziemy z samorządowcami, parlamentarzystami nad wskaźnikiem bilansowania terenów pod zabudowę mieszkaniową- zapowiada Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii. Odnosząc się do danych Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, z których wynika, że 140 gmin w zasadzie nie rozpoczęło jeszcze żadnych prac, rozmówca „DGP” podkreśla: 140 na prawie 2,5 tys., więc tragedii nie ma. Mamy ok. 60 proc. gmin, które są na etapie uzgodnień i opiniowania. 122 plany ogólne zostały przyjęte i wojewodowie nie mieli do nich zastrzeżeń. W przypadku 12 planów ogólnych wojewodowie stwierdzili nieważność, ale spośród nich 8 zostało już przyjętych ponownie. Widać, że część samorządów czeka do ostatniej chwili. Może słowo „czeka” nie jest odpowiednie, ale dochodzą do nas sygnały, że gminy opóźniają ten proces ze względu na duże emocje związane z ograniczeniem rozlewania się zabudowy mieszkaniowej za sprawą planów ogólnych. Jak dalej zaznacza, 1 września absolutnie żadnego dramatu nie będzie. Jedna trzecia obszaru kraju ma uchwalone plany miejscowe. Utrata obowiązywania studium i brak planu ogólnego gminy nie powoduje utraty ważności tych planów miejscowych czy decyzji WZ. Uchwalone plany miejscowe przewidują zabudowę mieszkaniową na ponad 60 mln mieszkańców. To pokazuje, jak ekspansywnie była planowana ta zabudowa. I można przyjąć, że mamy około 4 mln decyzji o warunkach zabudowy, które też będą ważne. Całe mnóstwo wniosków o warunki zabudowy cały czas czeka na wydanie. Pełny tekst rozmowy- na siódmej stronie głównej wkładki prawnej.

                  (Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 05.06.2026.).

Zobacz również