Piątek, 17 kwietnia 2026
- „Prawo co dnia” w piątkowej „Rzeczpospolitej” odnotowuje: „TSUE o przedawnieniu. Banki zadowolone, frankowicze raczej nie”. W wyjątkowych okolicznościach, gdy jest to słuszne, można uwzględnić przedawnione roszczenia banku o zwrot kredytu frankowego. Jednak przy nieuwzględnieniu upływu tego przedawnienia trzeba wyważyć interesy banku i frankowicza. TSUE w trzech wyrokach opowiedział się za równowagą rozliczeń nieważnych kredytów frankowych. W pierwszym czwartkowym wyroku odpowiadał na pytanie warszawskiego sądu okręgowego, czy na gruncie dyrektywy konsumenckiej 93/13/EWG może dojść do przerwania biegu przedawnienia roszczenia banku (co daje bankowi czas na dochodzenie jego roszczeń) przez wytoczenie powództwa przeciwko konsumentowi o zwrot kredytu, zanim ostatecznie zostanie rozstrzygnięta sprawa wytoczona bankowi przez konsumenta, w odrębnym postępowaniu, o ustalenie nieważności umowy kredytu. TSUE orzekł, że dyrektywa 93/13 co do zasady nie sprzeciwia się przerwaniu biegu przedawnienia roszczenia banku. Sąd krajowy ma jednak podjąć niezbędne środki, przewidziane w prawie krajowym, aby wykonywanie praw przyznanych konsumentom przez tę dyrektywę nie było niemożliwe lub nadmiernie utrudnione, w szczególności aby koszty postępowania zainicjowanego przez bank, płacone przez konsumenta, nie były nieproporcjonalnie wysokie. W kolejnej sprawie Trybunał orzekł, że dyrektywa konsumencka co do zasady nie stoi na przeszkodzie prawu krajowemu, które pozwala, w wyjątkowych okolicznościach, gdy wymagają tego względy słuszności, uwzględnić przedawnione roszczenie banku o zwrot kredytu. Wreszcie w sprawie pytania o możliwość przerwania biegu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału na skutek złożenia przez konsumenta oświadczenia o tym, że jest świadomy skutków ustalenia nieważności umowy, w szczególności że jest zobowiązany zwrócić bankowi świadczenie otrzymane na podstawie umowy i że skutki te akceptuje, TSUE orzekł, że dyrektywa 93/13 nie sprzeciwia się przerwaniu biegu przedawnienia roszczenia banku w następstwie złożenia przez konsumenta takiego oświadczenia. Przerwanie biegu przedawnienia roszczenia banku w takiej sytuacji nie narusza bowiem praw tego konsumenta do żądania od banku zwrotu świadczeń spełnionych na podstawie nieważnej umowy kredytu. Wyroki TSUE jasno potwierdzają, że ochrona konsumenta nie wyklucza elementarnej zasady równowagi stron – skoro umowa upada, każda ze stron powinna odzyskać to, co świadczyła. Trybunał wzmacnia tym samym przewidywalność prawa, dopuszczając uwzględnienie roszczeń banków także w szczególnych przypadkach przedawnienia, gdy przemawiają za tym względy słuszności. Takim przypadkiem może być zmiana linii orzeczniczej – ocenia skutki czwartkowych wyroków adwokat reprezentujący PKO Bank Polski przed TSUE. Więcej szczegółów- na 17 stronie głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 17.04.2026.).
- „Prawo co dnia” informuje też: „Spółdzielcy dostaną szansę, by wreszcie zamieszkać <<na swoim>>”. Resort rozwoju przygotował kolejną wersję projektu ustawy, która ma rozwiązywać problem setek tysięcy Polaków żyjących wciąż w lokalach usytuowanych na gruntach o nieuregulowanym statusie prawnym. Ministerstwo Rozwoju i Technologii, po konsultacjach publicznych, wprowadziło niewielkie zmiany do projektu ustawy o uregulowaniu praw do gruntów zabudowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe. Resort próbuje pogodzić w nim sprzeczne interesy samorządów i spółdzielni. Samorządy i Skarb Państwa zostały zobowiązane w 1990 r. ustawą o samorządzie terytorialnym i ustawą o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości do ustanowienia prawa użytkowania wieczystego gruntów. Spółdzielnie musiały wnieść o to do 31 grudnia 1996 r. W ten sposób ustawodawca chciał rozwiązać problem z czasów PRL, kiedy to Rady Narodowe wydawały decyzje lokalizacyjne, na podstawie których spółdzielnie na państwowych gruntach budowały osiedla. Do uregulowania kwestii własności tych gruntów nie przywiązywano często wagi i to mści się do dziś. Gdyby ustawodawca w 1990 r. przewidział sankcje za nieustanowienie użytkowania wieczystego, to problem nieuregulowanych gruntów miałby pewnie mniejszą skalę. Tymczasem dotyka on, według MRiT, mieszkańców ok. 100 tys. lokali. Najwięcej z nich jest w stolicy. Przykładem jest jedna z największych w Polsce spółdzielni, warszawska MSM „Energetyka”, która nie ma tytułu prawnego do ok. 45 ha gruntów ze 147 ha, które są w jej posiadaniu. Na spornym terenie jest 4400 mieszkań. Sytuację mieszkańców budynków stojących na nieuregulowanych gruntach dodatkowo skomplikowała uchwała Sądu Najwyższego z 24 maja 2013 r. Zgodnie z nią, jeśli spółdzielnia mieszkaniowa nie dysponuje własnością gruntu lub użytkowaniem wieczystym, nie może dojść do ustanowienia spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu. Spółdzielnie walczą o prawo do gruntów w sądach. Niektóre od 30 lat. Pojawiały się już projekty ustaw, które miały im pomóc, ale żadnego nie udało się przyjąć. Zgodnie z procedowaną obecnie specustawą spółdzielnie mieszkaniowe, których budynki stoją na gruntach stanowiących własność Skarbu Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego będą mogły wystąpić z żądaniem ustanowienia na ich rzecz prawa użytkowania wieczystego gruntów oraz o nieodpłatne przeniesienie własności położonych na nich budynków. Jednak skorzystanie z tego prawa obwarowane jest w projekcie szeregiem warunków do spełnienia, co sprawia, że nie wyeliminuje on całkowicie problemu. Spółdzielnie chciałyby najprościej i możliwie najmniejszym kosztem uzyskać tytuł prawny do gruntów, a miasta, bo przede wszystkim jest to problem dużych miast, zwłaszcza Warszawy, nie chcą tanio ich oddać. Wiele z tych gruntów jest położonych w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach. To, co jest istotne z punktu widzenia spółdzielców, to przywrócenie prawa do wystąpienia o ustanowienie użytkowania w granicach posiadania. Więcej- na 18 stronie głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 17.04.2026.).
- „Rz” informuje również: „Rząd się ugiął. Wyższa waloryzacja na drogach”. Rząd podnosi limit waloryzacji kontraktów drogowych o kolejne 5 pkt proc., chcąc ratować inwestycje i uniknąć lawiny pozwów. Pierwsze aneksy do umów mają zostać podpisane jeszcze w wakacje. Rząd zdecydował się na podniesienie limitu waloryzacji nierentownych kontraktów drogowych. Poinformował o tym wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec podczas czwartkowego w Warszawie Kongresu Projektantów i Inżynierów. Trzy dni wcześniej „Rz” podała, że branża budowlana grozi państwu pozwami za niską waloryzację umów, które straciły rentowność po wybuchu wojny w Ukrainie i ostrzega przed zatrzymaniem budowy szybkich dróg. W pierwszym etapie waloryzacją objęte zostaną kontrakty budowlane, które najdłużej na nią czekają i już dawno osiągnęły obecny próg 15 proc. Kolejny krok ma dotyczyć umowy na nadzór budowlany, a następnie na prace projektowe. Schemat wzrostu limitów ma być podobny jak przy wcześniejszych waloryzacjach – do obecnego pułapu zostanie dołożone kolejne 5 proc. Branża z zadowoleniem przyjęła tę zapowiedź. Instytucje publiczne i branża budowlana muszą zawsze poszukiwać rozwiązań, które z jednej strony są wyrazem troski o rodzime firmy realizujące strategiczne inwestycje infrastrukturalne, a z drugiej będą uwzględniać możliwie najkorzystniejsze rozstrzygnięcia z punktu widzenia budżetu państwa – mówi Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Szczegóły- na 21 stronie części ekonomicznej głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 17.04.2026.).
- „Rz” zauważa w innym miejscu: „Coraz trudniej o niedrogie mieszkanie”. Kupujący mieszkania spieszą się z transakcjami w obawie przed drożejącymi kredytami. Oferta tańszych lokali się kurczy. W marcu popyt na kredyty hipoteczne eksplodował. Starało się o nie 63,3 tys. osób, o 72 proc. więcej niż rok wcześniej i o 42 proc. więcej niż w lutym – podaje Biuro Informacji Kredytowej. To najwięcej wniosków od lipca 2008 r., a więc od czasów hossy. Marzec okazał się jednym z najgorętszych miesięcy na rynku kredytów od niemal dwóch dekad. Popyt na mieszkania napędza dziś nie tyle poprawa dostępności, co obawa przed jeszcze droższym kredytem i szybko znikającymi lokalami „na budżetową kieszeń” – tłumaczą analitycy portali Rynek- Pierwotny.pl i Rankomat.pl. Jednak część banków podniosła oprocentowanie kredytów o przejściowo stałej stopie, co automatycznie obniżyło zdolność kredytową części klientów. Paradoksalnie pogorszenie warunków zbiegło się z rekordową aktywnością osób wnioskujących o kredyt.Ten gwałtowny wzrost był więc raczej efektem obawy przed dalszym pogorszeniem warunków kredytowych. Z analizy Rankomat.pl, obejmującej ofertę dziesięciu banków, wynika, że w marcu singiel zarabiający ok. 6 tys. zł netto mógł liczyć na kredyt średnio 446 tys. zł, o ok. 1 proc. mniej niż miesiąc wcześniej. W przypadku dwuosobowego gospodarstwa z dochodem 8 tys. zł netto zdolność kredytowa wzrosła symbolicznie, do ok. 562 tys. zł, a rodzina z dzieckiem, z dochodem 10 tys. zł netto, mogła pożyczyć przeciętnie ok. 657 tys. zł, co oznacza niewielki spadek względem lutego. Mimo spadku w ujęciu miesięcznym zdolność kredytowa wszystkich tych gospodarstw domowych była nadal o kilkanaście procent wyższa niż rok wcześniej, co wciąż odróżnia obecną sytuację od tej z początku 2025 r. – zaznaczają eksperci. Z danych BIG DATA Rynek- Pierwotny.pl wynika, że najmniej odporni na pogorszenie warunków kredytowych okazali się single. W marcu największy wybór mieszkań, na które mogli sobie pozwolić, wciąż oferowała im Łódź. W zasięgu ich budżetu było ok. 6 tys. lokali, jednak również tam oferta była mniejsza niż miesiąc wcześniej. Kurczy się oferta mieszkań w zasięgu bezdzietnych par. Mimo że ich zdolność kredytowa w ujęciu miesięcznym nie pogorszyła się, w części metropolii ubyło lokali mieszczących się w ich możliwościach finansowych. Największy spadek odnotowano w Warszawie, gdzie oferta stopniała do ok. 4,1 tys. mieszkań. Wyjątkiem były Kraków i Wrocław, gdzie liczba lokali nieznacznie wzrosła, choć nadal była relatywnie ograniczona. Pogorszyła się także sytuacja rodzin z dzieckiem, czyli gospodarstw o najwyższych przeciętnych dochodach i największych budżetach na zakup nieruchomości. W marcu w większości metropolii liczba mieszkań w ich zasięgu była mniejsza niż w lutym. – Najwyraźniej widać to w Warszawie i Łodzi, gdzie oferta stopniała do ok. 7 tys. i 9 tys. lokali, odpowiednio. Spadki odnotowano także we Wrocławiu i Katowicach i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Więcej szczegółów- na 25 stronie części ekonomicznej głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 17.04.2026.).
- „Rz” niżej odnotowuje: „Ekosystemy i synergie. Tego biznes chce od biur”. Rynek biurowy dojrzał i przeszedł ewolucję: od wynajmu metrów do zarządzania zwinnością. Organizacje szukają dziś synergii i elastycznych ekosystemów, które wspierają ciągłość ich operacji – mówi Anna Korwin-Kulesza, dyrektorka ds. zarządzania aktywami i najmu w Globalworth Poland. Jak podkreśla, pandemia była cezurą, która zreorganizowała model pracy i sposób planowania rozwoju firm. Ponad 90 proc. organizacji korzysta dziś z modelu hybrydowego, a najemcy poszukują rozwiązań, które nadążą za dynamiką ich biznesu i zdejmą z nich ryzyko wzrostu. Choć wieloletnie umowy wciąż mają dużą wartość, zapewniając stabilność obu stronom, rozumiemy, że środowisko pracy musi sprawnie adaptować się do tempa rozwoju organizacji. Obecna sytuacja gospodarcza i skokowy rozwój technologii wymagają wyostrzonego „słuchu rynkowego”. Coraz częściej przygotowywane są rozwiązania dla firm, które nie są w stanie przewidzieć swojej sytuacji za rok, dwa czy pięć lat. Podpisanie umowy na 7–10 lat wiąże się dziś z większą niepewnością niż kiedykolwiek, stąd „walutą” rynku stała się elastyczność. Pełny tekst rozmowy- także na 25 stronie części ekonomicznej głównego wydania.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 17.04.2026.).
- „Tygodnik Przedsiębiorców” w „Rz” zamieszcza z kolei tekst: „Kiedy kalkulacja ceny prowadzi do czynu nieuczciwej konkurencji?”. Każda oferta powinna opierać się na realnej kalkulacji kosztów przypisanych wyłącznie do danego zamówienia. To jeden z warunków zachowania uczciwej konkurencji w postępowaniach przetargowych. Jednym z problemów praktycznych pojawiających się w zamówieniach publicznych jest manipulowanie ceną oferty, w tym tzw. finansowanie skrośne – nazywane również subsydiowaniem skrośnym (krzyżowym). Praktyka ta polega na przerzucaniu kosztów realizacji jednego zamówienia na inne kontrakty realizowane przez wykonawcę, co prowadzi do sztucznego zaniżenia ceny oferty w danym postępowaniu. Działanie takie uznawane jest za niedopuszczalne i może zostać zakwalifikowane jako czyn nieuczciwej konkurencji, gdyż zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża interesowi innego przedsiębiorcy lub klienta bądź narusza ten interes. Przepis ten ma charakter klauzuli generalnej i pozwala kwalifikować jako czyn nieuczciwej konkurencji również takie zachowania przedsiębiorców, które nie zostały wprost wymienione w katalogu czynów z art. 5–17 tej ustawy- czytamy w ramach wstępu. Lektura dla zainteresowanych- na pierwszej stronie dodatku.
(Źródło: „Rzeczpospolita”– 17.04.2026.).
- „Dziennik Gazeta Prawna” zauważa natomiast: „Odkręcanie deregulacji w nieruchomościach. Lekarstwo na chaos czy powrót fikcji?”. Ministerstwo Rozwoju i Technologii rozważa częściowe wycofanie się z deregulacji zawodów zarządców i pośredników nieruchomości. Po 12 latach od reformy wraca pytanie: czy rynek sam się uregulował, czy potrzebuje twardych zasad? Ministerstwo Rozwoju i Technologii planuje odwrócić deregulację zawodu zarządcy, a być może także pośrednika w obrocie nieruchomościami. Nic jednak nie jest jeszcze przesądzone: nie ma żadnej konkretnej propozycji, a na razie trwają rozmowy i przymiarki. Być może powstanie projekt, a być może nie. Ale już sama zapowiedź zmian zaktywizowała środowisko. To było 12 lat temu. Wtedy, tak jak i dziś, politycy zdobywali punkty wśród wyborców, deregulując. Wówczas panowała moda na deregulację zawodów. Pod nóż trafiły dwa z trzech zawodów nieruchomościowych: pośrednicy i zarządcy. Rzeczoznawców majątkowych oszczędzono. Zniknął obowiązek posiadania licencji zawodowej oraz wpisu do rejestru prowadzonego przez ministerstwo odpowiedzialne za budownictwo. Zniesiono też wymóg wykształcenia wyższego oraz zlikwidowano komisję odpowiedzialności zawodowej, która prowadziła postępowania dyscyplinarne. Dziś zarządcą lub pośrednikiem w obrocie nieruchomościami może zostać praktycznie każdy. Nie ma też wymogu konkretnego wykształcenia, nie ma licencji. Organizacje reprezentujące te dwa zawody szkolą i nadają certyfikaty, ale nie są one już obowiązkowe. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pojawiły się osoby, które zaczęły psuć rynek. Prestiż tych zawodów szybko spadł. Bez wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji zaczęły zarządzać nieruchomościami, w tym bardzo dużymi wspólnotami mieszkaniowymi. Po kilku latach zaczęły wychodzić na jaw zaniedbania w stanie technicznym budynków oraz defraudacje pieniędzy. Nie oznacza to, że nie ma już teraz dobrych pośredników i zarządców, bo tacy wciąż są. Ale co z tymi, którzy psują im dobre imię, a przy okazji branżę? Czy powrót do obowiązkowego wpisu do rejestru i postępowań dyscyplinarnych wytnie takie osoby z rynku i go uzdrowi? Czy to jeszcze możliwe? Nadal za mało wiadomo o planach resortu rozwoju, żeby można było to ocenić. Przez 12 lat nie było np. wymogu posiadania wyższego wykształcenia i jeżeli ministerstwo zdecyduje się do niego wrócić, wiele osób straci pracę- czytamy na łamach „DGP”.
(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 17.04.2026.).
- „Głos Szczeciński” interweniuje: „Od trzech dekad mieszka w klitce bez ogrzewania. Wbrew przepisom. Krzysztof ledwo przeżył ostatnią zimę. Boi się, co będzie dalej”. Mały pokój bez ogrzewania i ciepłej wody. Ledwie osiem metrów kwadratowych powierzchni. Tak od ponad 30 lat żyje Krzysztof Lenarczyk. Dopiero po interwencji „Głosu” jego losem zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich. Pan Krzysztof mieszka w kamienicy przy ul. Rayskiego w Szczecinie. Pokój na drugim piętrze dostał po zamianie mieszkania po rodzicach przy ul. Małkowskiego. Pokój nie spełnia obowiązujących w Polsce standardów. Jest za mały. Zgodnie z ustawą, osoba mieszkająca sama nie może mieć mniejszego lokum niż 10 m.kw. Jak dalej czytamy, administratorem mieszkania przy ul. Rayskiego jest szczecińskie TBS rejon Lewobrzeże. „Głos” podkreśla, że pani prezes nie chciała rozmawiać o panu Krzysztofie. Redakcja wysłała więc pytania rzecznikowi prasowemu – czeka na odpowiedź. „Głos” pyta m.in., czy TBS zna sytuację mieszkaniową pana Krzysztofa, czy kiedykolwiek przeprowadził kontrolę stanu technicznego tego lokalu i czy ten pokój spełnia standardy mieszkaniowe przewidziane przez prawo – zgodnie z przepisami, musi być ogrzewane. Redakcja zawiadomiła Rzecznika Praw Obywatelskich, który- jak poinformował Zespół Kontaktów z Mediami i Komunikacji Społecznej- podejmie tę sprawę z urzędu.
(Źródło: „Głos Szczeciński”– 17.04.2026.).