Czwartek, 27 sierpień 2026

  • Czwartkowa „Rzeczpospolita” odnotowuje: „Oferta biur się kurczy. Trzeba czekać latami”. O powierzchnie w najlepszych biurowcach walczy czasem kilka firm. Na duże biuro trzeba czekać nawet trzy lata. Popyt na biura nie słabnie. Z analiz platformy REDD wynika, że w lipcu z oferty zniknęło 315 modułów o powierzchni 128,4 tys. mkw., podczas gdy trafiły do niej 243 moduły o powierzchni 97,2 tys. mkw. Od stycznia do czerwca przewaga powierzchni wynajętej nad dodaną wyniosła 95,7 tys. mkw., a lipiec dołożył kolejne 31,2 tys. mkw. Najtrudniej jest o powierzchnie klasy A w najlepszych lokalizacjach w centrum miast. Znalezienie powierzchni rzędu 8 tys. mkw. może zająć nawet ok. trzech lat. W Warszawie o to samo biuro w najlepszych budynkach konkurują czasem dwie– trzy firmy. W stolicy można nawet mówić o luce podażowej. Cushman & Wakefield podaje, że w Warszawie powstaje 132,7 tys. mkw. biur, podczas gdy w najlepszych dla tego sektora latach, na przełomie 2017 i 2018, deweloperzy budowali ponad 800 tys. mkw. W regionach wolnych powierzchni jest statystycznie więcej – średni współczynnik pustostanów to ok. 17 proc.  Ale atrakcyjnych biur spełniających oczekiwania najemców jest już dużo mniej. Właściciele biur, zwłaszcza w centrum Warszawy, dyktują coraz wyższe stawki. Cushman & Wakefield podaje, że w najbardziej prestiżowych lokalizacjach czynsze wynoszą ok. 30 euro za mkw. W miastach regionalnych za siedziby z najlepszymi adresami najemcy są gotowi płacić nawet 20 euro za mkw.- czytamy na pierwszej stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 27.08.2026.).

  • „Rz” wraca do sprawy w kolejnym tekście: „Po dobre biuro trzeba stać w kolejce kilka lat”. Najlepsze biura się kończą. Duzi najemcy muszą planować przeprowadzki nawet kilka lat wcześniej. Czynsze idą w górę, rosną też koszty aranżacji. Sporo firm zostaje w dotychczasowej siedzibie. Z analiz REDD wynika, że w lipcu z oferty zniknęło 315 modułów biurowych o powierzchni 128,4 tys. mkw., a trafiły do niej 243 moduły o powierzchni 97,2 tys. mkw. Transakcji było mniej niż w czerwcu, ale wynajmowano większe powierzchnie. Przeciętny wynajęty w lipcu moduł miał 408 mkw., podczas gdy w czerwcu 307 mkw., a rok wcześniej – 300 mkw. To najbardziej zauważalna zmiana. Od stycznia do czerwca przewaga powierzchni wynajętej nad dodaną wyniosła 95,7 tys. mkw., a lipiec dołożył kolejne 31,2 tys. mkw. Jak dalej czytamy, dziś jest najtrudniej o powierzchnie klasy A w najlepszych lokalizacjach w centrum. W Warszawie szczególnie duży jest popyt na nowoczesne moduły od 1 tys. do 1,5 tys. mkw. w centrum i na Woli. Najemcy często sprawdzają atrakcyjne lokale jeszcze przed ich zwolnieniem. Rynki regionalne często podlegają innym trendom. Różnice pomiędzy Warszawą a miastami regionalnymi wynikają ze skali popytu. W Warszawie obserwowany jest większy popyt na duże powierzchnie przy ograniczonej dostępności wolnych modułów, szczególnie w centrum. W efekcie największe firmy najczęściej rozważają najem biur od 3 tys. mkw. wzwyż, podczas gdy w miastach regionalnych duże transakcje zwykle zaczynają się od 1,5 tys. do 2 tys. mkw. Warszawa jest głównym rynkiem dla zainteresowanych powierzchniami ponad 10 tys. mkw. Takie transakcje w regionach zdarzają się znacznie rzadziej. Ekspertka Axi Immo zwraca natomiast uwagę na stosunkowo wysoki współczynnik pustostanów w regionach – średnio 17 proc.  Statystycznie wolnej powierzchni jest sporo, ale atrakcyjnych biur spełniających oczekiwania najemców, już dużo mniej – podkreśla. W Katowicach wyzwaniem jest znalezienie dużych modułów od 2 tys. do 5 tys. mkw. w najlepszych kompleksach biurowych, we Wrocławiu widać niedobór powierzchni klasy A do 300 mkw. w dobrych lokalizacjach. To skłania część właścicieli do dzielenia większych powierzchni na mniejsze moduły. Więcej dla zainteresowanych- na 15 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 27.08.2026.).

  • „Prawo co dnia” informuje z kolei: „Spory bankowe i budowlane będą równomierniej rozdzielane”. Ministerstwo Sprawiedliwości chce odciążyć wielkomiejskie sądy, zmieniając właściwość miejscową dla pozwów w sprawach sankcji kredytu darmowego i sporów budowlanych. Zmiany przewidziano w dwóch odrębnych projektach nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. Pierwszy z nich, który trafił do konsultacji publicznych, zakłada, że przez pięć lat pozwy przeciwko bankom z powołaniem się na sankcję kredytu darmowego (SKD) będą składane wyłącznie w miejscu zamieszkania kredytobiorcy. Dziś przepisy przewidują dwie możliwości. Pierwsza z nich to złożenie pozwu przeciwko bankowi w miejscu jego siedziby, czyli w praktyce w dużym mieście, np. Warszawie (tu siedzibę ma osiem największych banków) albo Katowicach czy Wrocławiu (po jednym dużym banku w każdym z tych miast). Druga to złożenie pozwu w miejscu zamieszkania albo siedziby powoda (gwarantuje to art. 372 k.p.c.). Wprowadzeniu tej drugiej drogi przyświecała idea równomiernego rozłożenia spraw bankowych pomiędzy sądy w całej Polsce. Problem polega jednak na tym, że posłużenie się w przepisie słowem „powód”, a nie „konsument” umożliwiło jego wykorzystanie przez firmy odszkodowawcze i parakancelarie, które masowo, za ułamek rzeczywistej wartości, skupują od kredytobiorców roszczenia związane z SKD, a następnie dochodzą ich na własny rachunek. Robią to zaś w miejscu swojej siedziby, np. w Poznaniu. Remedium na ten problem ma być wprowadzenie przepisu epizodycznego. „W okresie pięciu lat od jego wejścia w życie, powództwa dotyczące SKD będą wytaczane wyłącznie przed sąd, w którego okręgu konsument (powód) ma miejsce zamieszkania” – stwierdza MS. Cesja wierzytelności nie będzie w żaden sposób wpływać na tę właściwość. Założenia drugiej nowelizacji k.p.c. właśnie wpisano do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów. Zgodnie z nią powództwo w sprawach budowlanych będzie wytaczane wyłącznie przed sądem właściwym dla miejsca położenia nieruchomości, na której roboty budowlane były, są lub mają być wykonywane. O właściwości sądu będzie zatem decydowało miejsce realizacji inwestycji, a nie miejsce zamieszkania lub siedziba pozwanego czy też uzgodnienia stron. Wyjątek przewidziano dla inwestycji liniowych prowadzonych na terenach właściwych dla kilku sądów. Więcej szczegółów- na 12 stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”- 27.08.2026.).

  • „Prawo co dnia” zauważa też: „Najem na doby z prostym ryczałtem”. Ministerstwo Finansów potwierdza, że właściciel wynajmowanego na krótkie terminy mieszkania nie musi zakładać firmy i może rozliczać przychody prywatnie, korzystając ze zwykłego ryczałtu. Nowela ustawy o usługach hotelarskich nie przewiduje zmian w przepisach podatkowych. Stanowisko fiskusa w sprawie rozliczeń najmu krótkoterminowego jest więc aktualne – tak wynika z odpowiedzi Ministerstwa Finansów na pytanie „Rz”. Od kilku lat skarbówka nie ma nic przeciwko, aby właściciel mieszkania sam decydował o tym, jak opodatkować przychody z najmu. Dotyczy to także tzw. najmu krótkoterminowego, czyli na doby albo tygodnie. Przychody z tego tytułu można rozliczać prywatnie i płacić od nich zryczałtowany podatek (8,5 proc., a po przekroczeniu 100 tys. zł przychodu rocznie 12,5 proc.). Fiskus nie każe wynajmującym zakładać działalności gospodarczej. Nawet jak mają więcej mieszkań, korzystają z platform pośredniczących w rezerwacji noclegów czy podpisują umowy z operatorami, którzy zajmują się obsługą turystów. Niepokój wynajmujących budzi jednak nowelizacja ustawy o usługach hotelarskich (nad którą pracuje Sejm). Wprowadza ona m.in. nową definicję takich usług. Dlatego „Rz” zapytała Ministerstwo Finansów o skutki nowelizacji. Czy po jej wejściu najem krótkoterminowy nie będzie mógł już być rozliczany na podstawie ustawy o ryczałcie jako tzw. najem prywatny (poza działalnością gospodarczą)? Z odpowiedzi resortu finansów wynika, że się na to nie zanosi. Ministerstwo przypomniało, że zasadą jest opodatkowanie przychodów z najmu prywatnie, rozliczanie ich w firmie to wyjątek. Takie założenia przyjął Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 24 maja 2021 r. I pozostają one aktualne – zapewnił resort finansów. Więcej- na 13 stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 27.08.2026.).

  • W „Rz” znajdziemy również tekst: „Kredyty ze stopą NBP? Szykuje się rewolucja na rynku hipotek”. Rusza debata o propozycji KNF, by kredyty hipoteczne mogły być oparte na stopie referencyjnej banku centralnego. Dla klientów oznacza to m.in. prostszą ocenę oferty banków i większy wybór. Dla samych banków – eliminację ryzyka prawnego. Resort finansów ma obawy. Obecnie jedyną dopuszczalną możliwością ustalenia zmiennego oprocentowania kredytu hipotecznego jest oparcie go na wskaźniku referencyjnym powiększonym o marżę banku. Komisja Nadzoru Finansowego chce to jednak zmienić. W ramach publicznych konsultacji projektu nowelizacji ustawy o rozwoju rynku finansowego oraz zwiększeniu stabilności finansowej zaproponowała, by hipoteki mogły być oparte również na stopie referencyjnej banku centralnego. Pomysł jest ciekawy i całkiem prosty, a KNF chce przede wszystkim, by klienci mieli większy niż obecnie wybór. Przy kredycie w złotych mogliby zdecydować się na formułę opartą na stopie referencyjnej NBP powiększonej o marżę banku, albo na wskaźniku referencyjnym plus marża, albo na kredyt z okresowo stałą stopą. Według KNF oprócz szerszej palety produktów, największą korzyścią mogłaby być większa przejrzystość ceny kredytu, a także przesunięcie konkurencji banków na poziom marży. A co z cenami hipotek? Stopa referencyjna, ustalana przez Radę Polityki Pieniężnej, jest zwykle nieco niższa niż niektóre wskaźniki referencyjne, np. WIBOR 3M, albo wyższa niż POLSTR. Cytowany w tekście ekspert rynku finansowego nie spodziewa się jednak, że kredyty staną się automatycznie tańsze lub droższe. Różnica zostanie w większym lub mniejszym stopniu skompensowana po stronie marży. Ekspertom trudno dziś oszacować, czy i jaką popularnością cieszyłyby się hipoteki oparte na stopie NBP. W tym kontekście warto jednak wspomnieć, że wskaźniki referencyjne mają w Polsce raczej złą passę. WIBOR znalazł się na celowniku części kancelarii prawnych jako stawka ustalana w sposób nieprzejrzysty, a przez to – ich zdaniem – potencjalnie nieuczciwy. Z kolei trwająca reforma wskaźników referencyjnych, zakładająca odejście od WIBOR-u i przejście na nowe indeksy z rodziny POLSTR, trwa już kilka lat, a wciąż nie udało się ustalić wszystkich szczegółów. Z tego punktu widzenia wprowadzenie do systemu znanej wszystkim stopy referencyjnej banku centralnego może być rozwiązaniem jednocześnie prostym i rewolucyjnym. Same banki popierają propozycję KNF. I nic w tym dziwnego, bo według sektora możliwość stosowania stopy referencyjnej banku centralnego ograniczyłaby ryzyko prawne. Chodzi tu m.in. o głośne próby podważania umów kredytów ze wskaźnikiem WIBOR. Na razie ryzyko to się nie materializuje, ale potencjalne zagrożenie jest ogromne. Więcej szczegółów- na 16 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 27.08.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” zamieszcza z kolei tekst: „Budynki do zmiany. Jak przygotować gospodarstwa domowe i samorządy na ETS2?”. Podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu, międzynarodowy think tank Project Tempo wraz z Polskim Alarmem Smogowym zaprezentują nową, stabilną formułę polityk publicznych w zakresie modernizacji budynków na kolejną dekadę. Będzie to odpowiedź na potrzeby formułowania wysokiej jakości polityk publicznych, a jednocześnie budowa strategii gospodarczej w obszarze, który przyniesie korzyści polskiej gospodarce i gospodarstwom domowym. Raport zaprezentują Bartłomiej Orzeł lider międzynarodowego think tanku Project Tempo w Polsce oraz Andrzej Guła Prezes Zarządu Krakowskiego Alarmu Smogowego. Od 1 stycznia 2028 roku paliwa kopalne w ogrzewnictwie indywidualnym zostaną objęte dodatkową opłatą związaną z kosztami emisji dwutlenku węgla, czyli systemem ETS2. Znajdujemy się więc na półtora roku przed – i tak opóźnionym o rok – wejściem w życie systemu, który obejmie wszystkie budynki spalające węgiel oraz gaz. Według dostępnych analiz będzie to mechanizm, który ze wszystkich państw Unii Europejskiej dotknie najmocniej Polskę oraz Bułgarię. Niezależnie od tego, czy kolejny raz system ETS2 zostanie odsunięty w czasie, czy odstawiony na półkę na dobre, polską tkankę budynkową i tak czeka konieczność głębokiej modernizacji, wynikająca przede wszystkim z wieloletnich zapóźnień, które generują koszty. Skalę wyzwania obrazują liczby – samych domów jednorodzinnych, które obejmie nowy podatek węglowy, jest nad Wisłą ponad trzy miliony. Kolejną pulę kilkuset tysięcy „narażonych na ETS2” obiektów stanowią budynki wielorodzinne oraz użyteczności publicznej. Polska sukcesywnie modernizuje tkankę budynkową, brak jest przy tym stabilności polityk publicznych na poziomie europejskim – KE, która ochoczo dopłacała do wymiany kotłów na gazowe, dziś swoimi działaniami stara się je rugować. Równie istotne jest przy tym, że budynki – często pochodzące z czasów PRL czy lat 90. – są w niskim standardzie energetycznym, co generuje z jednej strony wysokie koszty utrzymania i wpędza w ubóstwo energetyczne, z drugiej wpływa negatywnie na jakość życia mieszkańców. Należy powiedzieć wprost, że obecne programy wsparcia modernizacji budynków w Polsce w praktyce nie funkcjonują. Program „Czyste Powietrze” obsługuje dzisiaj zaledwie ułamek domów jednorodzinnych, które wymagają wsparcia w procesie wymiany źródła ciepła, okien czy docieplenia. W dodatku stał się symbolem porażki polityki publicznej, na której tracą obywatele, a Prokuratura Europejska ma przy nim pełne ręce roboty. Ponadto Fundusz Termomodernizacji i Remontów oraz program „Ciepłe Mieszkanie”, które były skierowane do budynków wielorodzinnych, z powodu braku środków zostały unieruchomione. Z kolei raz na jakiś czas trafiają do obiegu środki na modernizację budynków użyteczności publicznej – szkół czy szpitali – jednak wsparcie to nie ma charakteru systemowego, a punktowy. Co równie istotne, także jakość powietrza w ostatnich dwóch latach przestała się poprawiać. Jednocześnie nie ma możliwości, żeby gospodarstwa domowe oraz samorządy były w stanie same unieść obciążenia związane z tak ogromną modernizacją – niezbędna jest tutaj aktywna rola państwa. Więcej szczegółów- na szóstej stronie głównego wydania.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 27.08.2026.).

  • „DGP” zauważa w innym miejscu: „Gmina wnosi grunt do spółki. Czy zapłaci VAT?”. Gmina planowała wnieść grunt aportem do społecznej inicjatywy mieszkaniowej. Fiskus uważał, że to odpłatna dostawa opodatkowana VAT. Sprawa dotyczyła gminy, która utworzyła spółkę działającą jako społeczna inicjatywa mieszkaniowa (SIM). Miała w niej niemal 100 proc. udziałów. SIM realizowała zadania gminy związane z budownictwem mieszkaniowym. Gmina zamierzała wnieść do niej niezabudowaną działkę. Miał tam powstać budynek wielorodzinny, na którego budowę spółka dostała pozwolenie. Gmina była przekonana, że aport nie będzie podlegał VAT. Powołała się na art. 15 ust. 6 ustawy o VAT. Argumentowała, że zaspokajanie zbiorowych potrzeb w zakresie budownictwa mieszkaniowego należy do jej zadań własnych, a wniesienie gruntu do spółki służy wykonaniu tego zadania. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał jednak, że wniesienie nieruchomości do spółki będzie dostawą opodatkowaną VAT. Gmina przenosi bowiem na spółkę prawo do rozporządzania gruntem jak właściciel, a w zamian otrzymuje udziały w spółce. Czynność jest więc odpłatna – stwierdził dyrektor KIS. Zakwestionował również możliwość zastosowania w tej sprawie art. 15 ust. 6 ustawy o VAT. Zwrócił uwagę na to, że aport ma być wniesiony przez gminę na rzecz odrębnej osoby prawnej, a ponadto nastąpi na podstawie umowy cywilnoprawnej. Gmina będzie więc działać jako podatnik VAT – uznał. Tego samego zdania był Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim. Orzekł, że wniesienie nieruchomości do spółki w zamian za udziały jest opodatkowane VAT i nie ma znaczenia, że aport służy realizacji zadania własnego gminy. Wyrok ten uchylił sąd kasacyjny. Wyjaśnił, że podstawy wyłączenia działań gminy z opodatkowania należy szukać nie tylko w art. 15 ust. 6 ustawy o VAT, lecz także w art. 13 ust. 1 dyrektywy VAT.  Unijny przepis inaczej akcentuje przesłanki wyłączenia z opodatkowania – zauważył. Wyjaśnił, że w świetle tego przepisu podmioty prawa publicznego nie podlegają VAT w związku z czynnościami wykonywanymi w ramach zadań, do których realizacji zostały powołane. Opodatkowanie może być uzasadnione dopiero wtedy, gdy wyłączenie prowadziłoby do znaczących zakłóceń konkurencji. Samo to, że SIM działa w formie spółki, nie oznacza, że jej działalność należy traktować jak działalność typowego podmiotu komercyjnego. SIM funkcjonuje bowiem na podstawie szczególnych regulacji, a gmina ma w niej niemal 100 proc. udziałów – zwrócił uwagę NSA. Więcej- na trzeciej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 27.08.2026.).

  • „DGP” informuje również: „Spór o budowę tylko przed sądem miejsca inwestycji”. Ministerstwo Sprawiedliwości chce wyprowadzić z Warszawy spory z umów o roboty budowlane. O właściwości sądu ma decydować położenie nieruchomości, na której roboty są prowadzone, a wskazany w kontrakcie sąd – również w umowach już zawartych – nie będzie miał znaczenia. Do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów został wpisany projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, który przewiduje dodanie art. 421 k.p.c. Chodzi o sprawy gospodarcze z umów o roboty budowlane oraz ze ściśle związanych z procesem budowlanym umów służących wykonaniu takich robót. O właściwości przesądzi zatem miejsce realizacji inwestycji, a nie miejsce zamieszkania lub siedziba pozwanego, czy też ustalenia stron. Reguła obejmie spory powstałe przed rozpoczęciem robót, w ich trakcie i po ich wykonaniu. Uzasadniając potrzebę wprowadzenia opisywanych zmian, resort wskazuje na utrzymujące się dysproporcje w obciążeniu sądów, zwłaszcza okręgowych. Ich źródłem są dwa zjawiska: siedziby największych inwestorów publicznych i wiodących wykonawców z sektora budowlanego znajdują się w stolicy, a sądy warszawskie są powszechnie wskazywane w umowach prorogacyjnych. Efektem jest kumulacja tej kategorii spraw w Warszawie, co skutkuje z kolei wydłużeniem się postępowań i trudnościami z zapewnieniem rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie. Jednocześnie spory o inwestycje realizowane w całym kraju trafiają do sądów niemających związku z miejscem wykonywania robót, co – jak podkreśla MS – nie sprzyja sprawnemu postępowaniu dowodowemu- czytamy na piątej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 27.08.2026.).

Zobacz również