Czwartek, 13 sierpień 2026

  • Czwartkowa „Rzeczpospolita” odnotowuje: „Opłaty za grunt biją w działkowców”. Niektóre miasta zaczęły domagać się od posiadaczy ogródków działkowych opłaty za użytkowanie wieczyste i to w najwyższej możliwej wysokości – 3 proc. Polski Związek Działkowców w pismach do rządu i parlamentarzystów prosi o interwencję w sprawie opłaty za użytkowanie wieczyste, której zaczęły żądać niektóre samorządy. Zwłaszcza że chodzi o najwyższą stawkę, taką, jaką płacą przedsiębiorcy. Ministerstwo Rozwoju i Technologii podkreśla, że to nie pierwsza ofensywa działkowców w tej sprawie. Z postulatem ustawowego uregulowania maksymalnej procentowej opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste zwracali się do resortu już kilka miesięcy temu, gdy przygotował projekt ustawy przywracający użytkowanie wieczyste dla gruntów przeznaczonych pod społeczną zabudowę mieszkaniową z preferencyjną stawką 0,3 proc., najniższą, jaką dziś przewiduje prawo. A co na to samorządy? Związek Miast Polskich, mimo że bardzo ceni współpracę z działkowcami, wskazuje na  ustawa o dochodach gmin, która samorządowców nie rozpieszcza. Zarządzający gminami dokonują dziś naprawdę trudnych wyborów, jeśli chodzi o finanse, żeby zaspokoić potrzeby mieszkańców. Nie wszyscy z nich są działkowcami – podkreśla . Więcej szczegółów- na pierwszej stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 13.08.2026.).

  • „Rz” wraca do sprawy w kolejnym tekście: „Działkowcy walczą z opłatami za użytkowanie wieczyste”. PZD alarmuje, że gminy zaczęły domagać się opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste ogródków i to w najwyższej z możliwych wysokości. Działkowcy chcą ustawowego określenia preferencyjnej stawki. Z danych Polskiego Związku Działkowców wynika, że 65 proc. terenów, na których są położone rodzinne ogrody działkowe, to grunty użytkowane wieczyście. Szef PZD tłumaczy, że społeczność niepokoją działania niektórych gmin, polegające na obciążeniu ROD opłatą za użytkowanie wieczyste w wysokości do 3 proc. wartości gruntu. Dlatego proponuje, zanim inne gminy pójdą tym śladem, aby rząd zapisał w ustawie, że opłata za użytkowanie wieczyste nie może być większa niż 0,1 proc. wartości gruntu. Resort rozwoju, w reakcji na prośbę PZD, zlecił wojewodom sprawdzenie czy i jakimi opłatami za użytkowanie wieczyste są obciążone działające na ich terenie ROD. Okazało się, że w większości żadnymi. Przypadki, w których właściciel gruntu ustanawiał najwyższą możliwą opłatę na poziomie 3 proc. były dosłownie pojedyncze. W tej sytuacji, gdybyśmy objęli najniższą stawką, którą przewiduje ustawa, czyli 0,3 proc. ceny nieruchomości wszystkie ROD, to zyskałyby te nieliczne, które płaciły więcej, a straciłaby większość, która w tej chwili nic nie płaci. Rozmawialiśmy z PZD i wydawało się, że przyjmują tę argumentację – twierdzi MRiT. Więcej- na dziewiątej stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 13.08.2026.).

  • „Prawo co dnia” odnotowuje w innym miejscu: „Więcej władzy dla dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej”. Gdy interpretacje przepisów o lokalnych daninach będzie wydawał jeden organ, można liczyć na więcej spójności. Jednak samorządy wciąż mogą mieć sporo do powiedzenia. Mniej władzy w terenie, więcej w centrali. Taki jest sens zapowiadanej przez rząd zmiany w ordynacji podatkowej, dotyczącej wydawania interpretacji o lokalnych daninach. Zamiast 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast będzie je wydawał dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. I choć ta „centrala” mieści się w Bielsku-Białej, a nie w Warszawie, będzie to jednak radykalna zmiana kompetencyjna. Według resortu finansów, ostatnio ukazuje się około 200 takich interpretacji rocznie. W ocenie ekspertów nie jest tajemnicą, że rozbieżności np. co do ulg w podatku od nieruchomości brały się z różnego stopnia profesjonalizmu kadr gminnych co do spraw podatkowych. Większe i bogatsze miasta stać bowiem na rozbudowany zespół urzędników, a nawet na zewnętrznych doradców wyspecjalizowanych w tych sprawach. – W uboższych gminach sprawami podatku od nieruchomości często zajmują się urzędnicy mający wiele zadań oprócz interpretowania prawa podatkowego. Dlatego te właśnie gminy pewnie przyjmą nowe przepisy z zadowoleniem, uwolnione od części obowiązków. Zakładając jednak, że rządowe plany nie zostaną zablokowane przez samorządowe lobby na etapie prac sejmowych czy na biurku prezydenta, nowe przepisy przyniosą centralizację. Eksperci zgadzają się z argumentem MF, że może to zmniejszyć rozbieżności w podejściu do podatku od nieruchomości czy innych lokalnych danin. Zwracają też uwagę na inną korzyść dla podatników. Ci wnioskujący o interpretacje w sprawie kilku nieruchomości położonych w różnych gminach też odczują ulgę, bo nie będą musieli wszczynać kilku procedur przed różnymi organami. W nowym reżimie KIS będzie wprawdzie wydawała interpretacje, ale po uprzednim skonsultowaniu ich merytorycznej treści z konkretnymi gminami. W rządowej zapowiedzi nie podano szczegółów, ale można się spodziewać, że chodzi o te gminy, w których dany podatnik ma siedzibę albo nieruchomość. Będą one mogły – podobnie jak podatnik – zaskarżać wydane interpretacje do sądów administracyjnych. W takim przypadku wydana interpretacja nie będzie chroniła podatnika aż do prawomocnego wyroku. Więcej szczegółów- na 11 stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 13.08.2026.).

  • W „Rz” znajdziemy również tekst: „Klienci nie rezygnują z mieszkań. Rezygnują z metrów kwadratowych”. Rosnąca sprzedaż mieszkań na razie nie ciągnie gwałtownie cen w górę. Wciąż można liczyć na rabaty, ale czas głębokich przecen minął. Najbardziej atrakcyjne lokale mogą zdrożeć o kilka procent. Przeszacowane oferty zalegają na rynku miesiącami. W lipcu na siedmiu największych rynkach deweloperzy sprzedali niemal 4,4 tys. mieszkań, o 36 proc. więcej niż rok temu. Lepszy w tym roku wynik odnotowano tylko w styczniu, kiedy to firmy znalazły chętnych na 4,5 tys. lokali – podaje Tabelaofert. Tak dobra sprzedaż w wakacje to duże pozytywne zaskoczenie. Jednocześnie oferta nowych mieszkań jest wciąż bardzo duża. Pod koniec lipca liczyła ok. 70 tys. lokali. Z analiz portalu Tabelaofert wynika, że bardzo dobrze sprzedają się mieszkania na osiedlach oddanych do użytku. Niemal co trzeci sprzedany w lipcu lokal był już gotowy. Największy udział w transakcjach miały mieszkania dwupokojowe: odpowiadały za ok. 43 proc. transakcji i trzypokojowe – za niemal 30 proc. Z analiz CBRE wynika, że najpopularniejsze są nadal mieszkania dwupokojowe o powierzchni ok. 40–45 mkw., a zaraz za nimi kompaktowe, ok. 60-metrowe lokale trzypokojowe. – Największe lokale, czteropokojowe i większe, sprzedają się najwolniej, bo wymagają budżetu, który jest poza zasięgiem typowego kredytobiorcy. Według portalu Otodom na siedmiu rynkach nabywców znalazło w lipcu ponad 4,4 tys. mieszkań. Do oferty trafiło zaledwie 3 tys. lokali – gorszy wynik odnotowano tylko w lutym: deweloperzy wprowadzili na rynek ok. 1,5 tys. lokali. Z danych BIG DATA Rynek- Pierwotny.pl wynika, że średnia cena nowych mieszkań w Warszawie w lipcu to 19,8 tys. zł/mkw., o 1 proc. mniej niż w czerwcu i o 11 proc. więcej niż w lipcu ub.r. W Krakowie deweloperzy wyceniali lokale średnio na 17,2 tys. zł/mkw., to 1-proc. wzrost w ujęciu miesięcznym i 3-proc. w ujęciu rocznym. Ciekawie prezentuje się Łódź. Przeciętna cena ofertowa w lipcu to 11,7 tys. zł/mkw., aż o 3 proc. więcej niż w czerwcu i o 2 proc. więcej niż rok temu. Większy ruch jest także na rynku wtórnym. Na portalu Nieruchomosci-online.pl liczba kontaktów nawiązanych przez poszukujących mieszkań z ogłoszeniodawcami wzrosła w ciągu miesiąca o 35 proc., a w ciągu roku o 45 proc. Generalnie czas „głębokich rabatów minął”. Różnice między pierwszą ceną ofertową a ostateczną są mniejsze niż wcześniej. Rabaty wynoszą najczęściej 1–4 proc., zależnie od lokalizacji, stanu mieszkania, motywacji sprzedającego, czasu ekspozycji oferty. W atrakcyjnych miejscach, przy mocnym popycie negocjacje bywają symboliczne. Z danych o transakcjach pośredników wynika, że przeciętne mieszkanie kupione w Gdańsku ma 45 metrów – to najmniejszy metraż w kraju. W Warszawie kupowano średnio 49 mkw., w Łodzi 54. Tam, gdzie ceny rosły najszybciej, klienci nie rezygnują z zakupu. Rezygnują z metrów – podkreśla prezes Wydrowski. – Widać to także w kwotach wpisywanych do aktów notarialnych. Przeciętna transakcja na rynku wtórnym wynosi od ok. 420 tys. zł w Łodzi do 770 tys. zł w Warszawie. Za dwa pokoje w podobnym standardzie klienci w różnych miastach płacą ceny różniące się niemal o połowę.  Rabaty? – W drugim kwartale sprzedający w Gdańsku schodzili z ceny średnio o ok. 2–3 proc., w Warszawie i we Wrocławiu o 2 proc. Rok wcześniej pole negocjacji w dużych miastach było wyraźnie szersze. Z danych portalu Nieruchomości- online.pl wynika, że w lipcu w 17 z 18 stolic regionalnych miesięczne zmiany średniej ceny ofertowej mieszkań z drugiej ręki były symboliczne, wynosiły mniej niż 1 proc. (w górę lub w dół). Jak mówi Rafał Bieńkowski, jedynym miastem wojewódzkim, które wyłamało się z tego trendu, były Katowice – średnia cena ofertowa metra kwadratowego lokali była niższa niż w czerwcu o 1,5 proc. Zdaniem cytowanej w tekście ekspertki CBRE deweloperzy prawdopodobnie będą ostrożni w uruchamianiu kolejnych inwestycji. – Dla części z nich barierą będzie duży zapas niesprzedanych mieszkań, inni borykają się ze zmianami legislacyjnymi, które spowalniają proces inwestycyjny. Umiarkowanych wzrostów cen spodziewa się prezes Estatic nieruchomości. Jak zauważa, stopa referencyjna NBP stoi od marca na poziomie 3,75 proc., a rynek wycenia zejście do ok. 3,25– 3,50 proc. Każde ćwierć punktu procentowego to kilkanaście tysięcy złotych więcej zdolności kredytowej przeciętnego kredytobiorcy, a ta zdolność „wraca” na rynek szybko – mówi. Po drugiej stronie mamy kurczącą się podaż. – U deweloperów zapas z okresu nadprodukcji się kończy, ofert ubywa na rynku wtórnym. Wrzesień i październik będą więc droższe od lipca i trudniejsze w negocjacjach. Nie spodziewałby się też gwałtownych skoków, raczej kilka procent w skali półrocza, z największym ruchem w najlepszych lokalizacjach. Więcej szczegółów- na 14 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 13.08.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” informuje natomiast: „Będzie zmiana dotycząca ukrytych zysków. Wraca zakaz wstecznej amortyzacji”. Ukryte zyski będą opodatkowane niezależnie od tego, z jakiego źródła będą wypłacane. Firmy opodatkowane klasycznym CIT lub PIT nie będą mogły zmieniać wstecz stawek amortyzacyjnych. To kolejna już wersja projektu nowelizacji ustawy o PIT i o CIT (nr UD 116). Poprzednią jego odsłonę poznaliśmy raptem miesiąc temu. Z lipcowej wersji wynikało, że nie będzie niekorzystnych zmian w zakresie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, w uldze mieszkaniowej, uldze IP Box ani przepisów o ukrytej dywidendzie. Tych zmian nie ma również w najnowszej wersji, za to Ministerstwo Finansów wróciło do innych pomysłów niekorzystnych dla podatników. Jeden z nich dotyczy zakazu wstecznej amortyzacji. Obecny projekt (z sierpnia 2026 r.) zakłada, że nie będzie można zmienić stawek amortyzacyjnych po upływie terminu złożenia zeznania rocznego. Będzie można podwyższać lub obniżać stawki niepóźniej niż do dnia, kiedy upływa termin na złożenie PIT lub CIT za dany rok podatkowy. Dotychczasowa praktyka polegająca na wstecznym obniżaniu lub podwyższaniu stawek amortyzacyjnych, to – jak uzasadnia MF – mechanizm wykorzystywany przez podatników do optymalizacji. MF wróciło też do pomysłu, aby podatnicy PIT płacili podatek od przeniesienia nieruchomości za długi (z łac. datio in solutum). Innymi słowy, jeżeli dłużnik przed upływem pięciu lat od nabycia nieruchomości przekaże ją w zamian za zwolnienie z długu, to uzyska przychód na podstawie art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a ustawy o PIT. Więcej szczegółów- na drugiej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 13.08.2026.).

  • „DGP” w innym miejscu informuje: „Gmina musi uważać, gdy różnicuje stawki podatku od nieruchomości”. Rada gminy ma prawo różnicować stawki podatku od nieruchomości ze względu na lokalizację, jednak musi wykazać, że przyjęte kryteria są zgodne z konstytucyjną zasadą równości – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny. Stwierdził, że nie wystarczy wskazać określony obszar miasta, jeżeli podmioty o podobnych cechach występują także na innych terenach, które zostały potraktowane korzystniej. Chodziło o uchwałę, w której rada miasta określiła stawki podatku od nieruchomości dla gruntów i budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej położonych na konkretnym obszarze. Dla pozostałych przedsiębiorców prowadzących działalność poza wyznaczoną strefą przewidziano znacznie niższą stawkę daniny. Skargi na tę uchwałę wniosły spółki prowadzące działalność gospodarczą na terenie miasta. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził nieważność tych przepisów uchwały, które wprowadzały podwyższone stawki dla nieruchomości położonych na konkretnym obszarze. Przypomniał, że zgodnie z art. 5 ust. 2 i 3 ustawy rada gminy może różnicować stawki podatku od nieruchomości, uwzględniając m.in. lokalizację czy rodzaj prowadzonej działalności. Samo zastosowanie kryterium lokalizacji nie narusza zatem prawa. Jednak swoboda gmin w tym zakresie nie jest nieograniczona. Tego samego zdania był NSA, podkreślając, że wyznaczony obszar pomija tereny, na których prowadzą działalność gospodarczą inne podmioty zanieczyszczające środowisko i generujące zwiększony ruch ciężarowy. Dlatego w pełni uzasadnione jest twierdzenie, że skutkiem uchwały jest niedopuszczalne zróżnicowanie sytuacji podatników. Więcej- na trzeciej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 13.08.2026.).

  • „DGP” przypomina również: „Koniec lex deweloper. Inwestorzy i gminy tracą wybór”. Przez osiem lat specustawa mieszkaniowa pozwalała deweloperom budować poza planami miejscowymi i dawała gminom możliwość stawiania inwestorom konkretnych warunków. Teraz ten mechanizm znika. Z końcem sierpnia przestaje obowiązywać ustawa o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących. Dzięki zawartym w niej przepisom nowe bloki mogły powstawać szybciej i na uproszczonych zasadach, także w miejscach wcześniej niedostępnych dla mieszkalnictwa, m.in. na zdegradowanych działkach poprzemysłowych i kolejowych. Jednocześnie samorządy mogły zobowiązać dewelopera do realizacji dodatkowych inwestycji, takich jak urządzenie terenów zielonych czy budowa przedszkola lub szkoły. Choć nie brakuje przykładów zrealizowanych w tym reżimie prawnym udanych inwestycji, trudno mówić o ich masowej skali. Do końca czerwca 2026 r. samorządy podjęły 379 pozytywnych uchwał w sprawie inwestycji realizowanych w trybie specustawy mieszkaniowej. Najwięcej, bo 263, było ich w mniejszych gminach, w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców – 88, a w tych liczących ponad 500 tys. mieszkańców – 28. W ok. 100 przypadkach samorządy nie wyraziły zgody na realizację inwestycji. Przez długi czas lex deweloper był stosowany głównie w mniejszych miastach. Duże aglomeracje podchodziły do tych przepisów ze sporą rezerwą. Nie pomagały też przepisy. Kilkukrotnie trzeba było je zmieniać. Polski Związek Firm Deweloperskich podkreśla, że lex deweloper pokazał, iż inwestorzy i samorządy mogą ze sobą współpracować, także przy budowie infrastruktury potrzebnej mieszkańcom. To, że lex deweloper wygasa, nie oznacza, iż nie będzie możliwości realizowania inwestycji na podobnych zasadach jak te zawarte w specustawie mieszkaniowej. Pomóc mogą zintegrowane plany inwestycyjne (ZPI). Jest to specjalny rodzaj miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który rada gminy uchwala na wniosek prywatnego inwestora (np. dewelopera lub firmy). Narzędzie to służy do szybszego realizowania konkretnych projektów budowlanych lub przemysłowych i łączy interes prywatny z potrzebami lokalnej społeczności. Na razie ZPI są jednak w powijakach. W tym trybie realizuje się niewiele inwestycji, a te, które są w toku, dotyczą przede wszystkim fotowoltaiki. Z czasem jednak może się to zmienić. Więcej szczegółów- na czwartej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 13.08.2026.).

  • „Kurier Szczeciński” odnotował: „Niewolnicy czwartego piętra. Lokatorzy bloku walczą o windę”. Mieszkańcy czteropiętrowego bloku na Osiedlu Książąt Pomorskich od 10 lat zabiegają o zainstalowanie w nim windy. Dotychczasowe starania niewiele dały – przeszkodą okazały się kwestie formalne, które pojawiły się w trakcie procedury składania wniosku o dofinansowanie z Funduszu Dostępności. Nie pomagają apele i listy pisane do Ministerstwa Finansów czy prominentnych polityków pochodzących z naszego regionu. Spółdzielnia mieszkaniowa nie ma wystarczających środków. A budynek zamieszkują głównie emeryci, którzy boją się nie tylko problemów z codziennym funkcjonowaniem. Pytają, co z nimi będzie, kiedy przyjdzie wojna i trzeba będzie się ewakuować- czytamy na łamach „Kuriera”.

(Źródło: „Kurier Szczeciński”– 13.08.2026.).




Zobacz również