Czwartek, 10 wrzesień 2026

  • „Prawo co dnia” w czwartkowej „Rzeczpospolitej” odnotowuje: „Śmieciowa walka z wiatrakami”. Opłaty za śmieci od lat wywołują duże emocje. Jednym z największych problemów stają się opłaty za brak segregacji, z którymi borykają się zwłaszcza wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe. W sądach trudno jednak im się wybronić. Spory związane z opłatami za śmieci od lat trafiają do sądów administracyjnych. Dotychczas zasadniczo dotyczyły one kwestii związanych z wyborem metod kalkulacji opłat za odbiór odpadów przyjmowanych przez samorządy. Kolejna kategoria sporów wynika z kwestionowania – głównie przez prokuratorów – ważności uchwał rad gmin dotyczących odbioru odpadów komunalnych i ustalania wysokości opłat z tego tytułu. Ostatnio na wokandy trafiają sprawy odnoszące się do dodatkowych opłat za brak segregacji odpadów. Przepisy są niejasne, a kolejne ich nowelizacje nie rozwiązują problemów, tylko raczej je potęgują. Tymczasem w praktyce dotykają prawie każdego. Problem dotyczy nie tylko właścicieli nieruchomości, spółdzielni mieszkaniowych czy wspólnot, którzy obowiązani są do ponoszenia kosztów związanych z odbiorem odpadów, ale także samorządów, które mają obowiązek zorganizowania systemu tego odbioru. Dlatego nie można wykluczyć, że jeśli samorządy będą bardziej skrupulatnie egzekwować swoje prawa w zakresie opłat dodatkowych za brak segregacji, sporów o to będzie więcej. Obecne podejście sądów administracyjnych do naruszeń w tym zakresie jest zaś dość rygorystyczne. Konsekwentnie uznają bowiem, że nakładanie podwyższonej opłaty za śmieci nie zależy od stopnia naruszenia. Wskazują, że ustawodawca nie przewidział wyjątków w zakresie incydentalnego zaniechania obowiązku selektywnego zbierania odpadów komunalnych, poprzez odstąpienie od zastosowania podwyższonej z tego tytułu opłaty. W konsekwencji wykazanie choćby jednego przypadku nieprzestrzegania przyjętej zasady segregacji odpadów pociąga za sobą obowiązek nałożenia na podmiot zainteresowany opłatę w stawce właściwej dla nieselektywnego zbierania odpadów. Sytuację wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, które szukają sposobów na zdyscyplinowanie lokatorów dodatkowo komplikuje RODO. NSA w precedensowym wyroku z 14 stycznia 2026 r. uznał, że w tym celu nie mogą sięgać po kamery w altanach śmietnikowych. Zdaniem sądu przetwarzanie danych osobowych przez rejestrację obrazu z altan śmietnikowych nie jest „niezbędnym” sposobem do osiągnięcia celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów spółdzielni w postaci egzekwowania prawidłowej segregacji odpadów przez właścicieli lokali mieszkalnych w budynkach wielorodzinnych. W opinii NSA współcześnie są dostępne techniczne możliwości identyfikacji odpadów komunalnych wytwarzanych w poszczególnych lokalach mieszkalnych po ich wrzuceniu do kontenerów przeznaczonych na śmieci. Wskazał, że jednym z nich jest np. wydawanie zindywidualizowanych worków na śmieci przypisanych do konkretnego lokalu mieszkalnego. Szczególnie dużo na sumieniu miewają najemcy krótkoterminowi, których nałożona na spółdzielnię czy wspólnotę kara za mieszanie odpadów nie dotknie. Zdarza się też, że śmieci są podrzucane przez osoby, które nie mieszkają w nieruchomości. Stąd coraz częstsze zamykanie śmietników. Zarówno w poprzednim systemie odpadowym (funkcjonującym zasadniczo do 1 lipca 2013 r.), jak i w nowym systemie, spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty mieszkaniowe są traktowane jak właściciele nieruchomości ze wszystkimi tego konsekwencjami. To właśnie te podmioty składają deklaracje o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi i uiszczają tę opłatę jako podmiot zobowiązany (podatnik), a nie w imieniu mieszkańców jako pośrednik czy pełnomocnik. Skutkuje to także odpowiedzialnością za prawidłową selektywną zbiórkę odpadów komunalnych, która od wielu lat ma charakter obligatoryjny. W przypadku stwierdzenia naruszenia obowiązku selektywnej zbiórki odpowiedzialność z tego tytułu ponoszą spółdzielnie i wspólnoty. Więcej szczegółów- na 11 stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 10.09.2026.).

  • „Prawo co dnia” zamieszcza również tekst: „Sąsiad ma prawo do prywatności”. Kamery na własnej posesji, które bez zgody obejmują swoim zasięgiem cudzą prywatną działkę i wspólną drogę dojazdową, naruszają RODO.  Tak wynika z precedensowego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego dotyczącego monitoringu wizyjnego na prywatnych posesjach w kontekście ochrony danych osobowych. Sprawa trafiła na wokandę z inicjatywy kobiety, która poskarżyła się do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych  na sąsiadów. Tłumaczyła, że jej posesja oraz droga dojazdowa są monitorowane z dwóch masztów. W zasięgu kamer sąsiadów znajduje się m.in. jej brama i furtka. Rejestracji podlega wizerunek jej i jej bliskich, tablice rejestracyjne samochodu czy tabliczka adresowa jej posesji. Ponadto alarmowała, że kamery są skierowane na jej taras, okna sypialni czy kuchni. Z kolei z urządzenia przy domu sąsiadów nagrywana jest wschodnia strona jej posesji. Kobieta podkreślała, że wielokrotnie sama i za pośrednictwem policji prosiła o zwrócenie monitoringu sąsiadów wyłącznie na ich posesję. A ponieważ nic to nie dało, wniosła o wydanie nakazu zaprzestania monitorowania jej posesji przez sąsiada. Prezes UODO zajął się sprawą i ustalił, że faktycznie na sąsiedniej działce należącej do rodzeństwa został zainstalowany system monitoringu wizyjnego. Jeden z właścicieli przekonywał jednak, że kamery nie rejestrują posesji sąsiadki, od jej strony mają tzw. strefy prywatności – obraz w tej części jest zaczerniony. Jedynym miejscem, gdzie wizerunek sąsiadki może być nagrywany jest wspólna droga dojazdowa. Mężczyzna podkreślił, że wyłącznym celem zainstalowania kamer było monitorowanie stanu i bezpieczeństwa jego rodziców. Prezes UODO umorzył postępowanie, ale tylko w jednej kwestii. Uznał bowiem, że syn opiekujący się rodzicami nie jest administratorem systemu monitoringu wizyjnego. Rację przyznał jej za to co do monitoringu przekraczającego granice. Ostatecznie przegraną skarżących przypieczętował NSA. Podkreślił, że w sprawie chodzi o dwa istotne problemy – drogę dojazdową będącą współwłasnością skonfliktowanych sąsiadów oraz posesję, która jest wyłączną własnością sąsiadki. Ponadto sąd nie miał cienia wątpliwości, że w sporze chodzi o przetwarzanie danych osobowych. Jak podkreślił NSA sprawa jest ważna, bo takich sytuacji jak sporna, w Polsce możemy mieć miliony. I uznał, że samo objęcie zasięgiem monitoringu wizyjnego cudzej nieruchomości, stanowi przetwarzanie danych osobowych osób, które z niej korzystają w rozumieniu art. 4 pkt. 2 RODO, i to pomimo zastosowania cyfrowego zaczernienia obrazu, tj. maski prywatności. Więcej szczegółów- na 14 stronie głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 10.09.2026.).

  • „Rz” informuje natomiast w innym miejscu: „Ceny mieszkań rosną wolniej. Kupujący coraz bardziej wybredni”. Chętnych na mieszkania w wakacje nie brakowało, a jesień może być jeszcze lepsza. Mimo rosnącego popytu dwucyfrowe wzrosty cen wygasają. O klienta konkurują deweloperzy i prywatni właściciele nieruchomości. Wakacje na rynku pierwotnym były według ekspertów zaskakująco dobre. Tabelaofert wskazuje, że w lipcu na siedmiu największych rynkach deweloperzy sprzedali niemal 4,4 tys. mieszkań. W sierpniu – ok. 4,2 tys. To wynik nieznacznie słabszy niż w lipcu, ale niemal o 50 proc. lepszy niż rok wcześniej. Po przeliczeniu na dni robocze sierpień był drugim miesiącem pod względem sprzedaży – po styczniu. Każdego dnia roboczego sprzedawano średnio 210 mieszkań, w styczniu – 225.  Klienci przestali czekać na idealny moment na zakup mieszkania. – Część osób, zamiast dalej wyczekiwać spadków cen, idzie na kompromis i wybiera mniejszy metraż albo osiedle dalej od centrum. Chętnie też wybierają lokale gotowe. Ok. 37 proc. mieszkań sprzedanych w sierpniu znajdowało się na wybudowanych już osiedlach. Ze wstępnych danych Otodomu wynika z kolei, że w sierpniu na siedmiu rynkach nabywców znalazły dokładnie 4342 mieszkania. Wynik jest niemal taki sam jak w lipcu, ale o 25 proc. lepszy niż w ubiegłym roku – szacuje serwis. Otodom podaje, że pod koniec sierpnia deweloperzy oferowali 58 893 mieszkania (wstępne dane). Bieżący popyt – 4,3 tys. sprzedanych lokali – przewyższał nową podaż. W sierpniu deweloperzy wprowadzili do oferty 3,6 tys. mieszkań. Duży ruch na rynku lekko pobudził ceny. Największy miesięczny wzrost średniej ceny mieszkań oferowanych przez deweloperów – o 1,8 proc. – Tabelaofert odnotowała w Łodzi. W Krakowie przeciętna cena mkw. mieszkań w sierpniu była wyższa niż w lipcu o 1,2 proc., w Trójmieście o 0,9 proc., we Wrocławiu o 0,6 proc., w Katowicach o 0,7 proc. W Poznaniu praktycznie się nie zmieniła, a w Warszawie spadła o 0,5 proc. W Warszawie Otodom odnotował największą miesięczną korektę cen ofertowych w dół, o 2,2 proc. Do sprzedaży trafiły nowe lokale o relatywnie niskich jak na Warszawę cenach: ok. 15,8 tys. zł za mkw. Popyt w stolicy przesunął się zaś w stronę segmentu mieszkań wyraźnie droższych, przez co średnia cena rzeczywiście sprzedanych w stolicy w sierpniu wyniosła aż 19,9 tys. zł za mkw. Kupujący rozglądają się także za mieszkaniami na rynku wtórnym. W sierpniu liczba kontaktów nawiązanych przez poszukujących lokali z drugiej ręki z ich ogłoszeniodawcami na portalu Nieruchomosci- online.pl wzrosła w porównaniu z lipcem o 15 proc. Tak mierzony popyt na lokale z drugiej ręki był większy niż w sierpniu ubiegłego roku o ponad 50 proc. Pod koniec sierpnia w serwisie Nieruchomosci-online. pl było 59,1 tys. ogłoszeń mieszkań z rynku wtórnego, praktycznie tyle samo co w lipcu (spadek o 0,4 proc.). W ujęciu rocznym ogłoszeń było o 7 proc. mniej. GetHome.pl podaje, powołując się na dane przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar, że pod koniec sierpnia w całym kraju było do kupienia ok. 134,5 tys. mieszkań z drugiej ręki, a miesiąc wcześniej – 137 tys. lokali. Oznacza to kolejny miesiąc kurczenia się oferty. Z analiz portalu Nieruchomosci- online.pl wynika, że średnie ceny ofertowe mieszkań na rynku wtórnym stabilizują się. W 16 z 18 analizowanych miast wojewódzkich zmiana cen w sierpniu w porównaniu z lipcem nie przekroczyła 1 proc. – W ujęciu rocznym sytuacja wygląda nieco inaczej. W sierpniu w większości analizowanych miast średnie ceny ofertowe były wyższe niż rok wcześniej, choć skala wzrostów zależała od lokalizacji i wynosiła od 1 do 8 proc.  W największych miastach – w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu – ceny mieszkań w ogłoszeniach były w sierpniu wyższe niż rok wcześniej o ok. 2 proc. Średnie ceny ofertowe pokazują oczekiwania sprzedających, a nie ostateczne kwoty transakcji. Więcej szczegółów- na 17 stronie części ekonomicznej głównego wydania.

(Źródło: „Rzeczpospolita”– 10.09.2026.).

  • „Dziennik Gazeta Prawna” informuje natomiast: „Nie trzeba korygować VAT, gdy najem firmowy zmienia się w prywatny”. Wycofanie nieruchomości z działalności gospodarczej i przekazanie ich do majątku prywatnego w celu ich dalszego wynajmu nie wymaga korekty VAT naliczonego, bo nie zmienia się przeznaczenie tych nieruchomości – potwierdził dyrektor KIS. Wątpliwości podatnika, który o to spytał, dotyczyły art. 91 ust. 1–7a ustawy o VAT. Zgodnie z tymi przepisami należy skorygować wcześniejsze odliczenie podatku naliczonego, jeżeli zmieniło się przeznaczenie lub sposób wykorzystania nabytych towarów i usług, w odniesieniu do których podatnik odliczył wcześniej (przy nabyciu) podatek naliczony. W przypadku środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych (z wyłączeniem tych, których wartość początkowa nie przekracza 15 tys. zł) korekty dokonuje się w ciągu 5 kolejnych lat, a w przypadku nieruchomości i praw wieczystego użytkowania gruntów – w ciągu 10 lat, licząc od roku, w którym zostały oddane do użytkowania. Jednak najem dla celów zarobkowych jest działalnością gospodarczą w rozumieniu art. 15 ust. 2 ustawy o VAT niezależnie od tego, czy dotyczy on majątku firmowego, czy prywatnego – zwrócił uwagę dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. W związku z tym stwierdził, że wycofanie nieruchomości z działalności gospodarczej do majątku prywatnego w celu ich dalszego wynajmu nie będzie zmianą w sposobie ich wykorzystania. Nie będzie miał tu zastosowania art. 7 ust. 2 pkt 1 ustawy o VAT, który mówi o dostawie towaru na cele osobiste- czytamy na drugiej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 10.09.2026.).

  • „DGP” zauważa też: „Antena na dachu nie odbiera spółdzielni prawa do zwolnienia z CIT”. Dochód z najmu dachu budynku mieszkalnego pod infrastrukturę telekomunikacyjną jest zwolniony z CIT, jeżeli zostanie przeznaczony na utrzymanie zasobów mieszkaniowych – potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. Jego najnowszy wyrok wpisuje się w ukształtowaną linię orzeczniczą, której przykładem są wcześniejsze wyroki. Po wyroku sądu kasacyjnego z 1 czerwca 2023 r. dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zmienił swoje stanowisko i 10 października 2023 r. wydał korzystną interpretację dla wspólnoty mieszkaniowej. Zrobił to jednak tylko w tej sprawie, w pozostałych nie zmienia zdania. Dlatego spory o zwolnienie z CIT dochodów z wynajmu dachów przez spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe wciąż trafiają do sądów administracyjnych. Najnowszy wyrok zapadł w sprawie spółdzielni, która wynajęła część dachu budynku w celu zainstalowania na nim urządzeń telekomunikacyjnych. Była przekonana, że dochody z najmu są zwolnione z CIT. Powołała się na art. 17 ust. 1 pkt 44 ustawy o CIT, który zwalnia z podatku dochody m.in. spółdzielni mieszkaniowych uzyskane z gospodarki zasobami mieszkaniowymi – w części przeznaczonej na cele związane z utrzymaniem tych zasobów. Dyrektor KIS stwierdził jednak, że nie wystarczy przeznaczenie środków uzyskanych z najmu na utrzymanie zasobów mieszkaniowych. W pierwszej kolejności trzeba bowiem ustalić, skąd pochodzą te środki. W ocenie fiskusa dochody z najmu fragmentów dachów przedsiębiorcom nie są dochodami z gospodarki zasobami mieszkaniowymi. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał rację spółdzielni. Nie miał wątpliwości, że dach budynku jest częścią zasobu mieszkaniowego, a wynajęcie jego fragmentu nie zmienia jego podstawowego charakteru. Spółdzielnia wygrała również w sądzie kasacyjnym. Jak podkreślił NSA, decydujące znaczenie ma  funkcjonalny związek z budynkiem mieszkalnym. Dlatego – zdaniem NSA – wynajęcie części dachu przedsiębiorcy nie wyklucza zwolnienia z CIT. Jeżeli dochód z tego tytułu jest przeznaczony na utrzymanie zasobu mieszkaniowego, spółdzielni przysługuje podatkowe zwolnienie. Więcej szczegółów- na trzeciej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 10.09.2026.).

  • W „DGP” czytamy również: „TSUE zdecyduje, jak rozliczać nieważne kredyty frankowe”. Teoria salda czy dwóch kondykcji? Czwartkowy wyrok, który ma zapaść w Luksemburgu, może na nowo ustalić zasady rozliczeń między frankowiczami a bankami i wpłynąć na wysokość kwot odzyskiwanych przez tych pierwszych. Już dziś Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok w sprawie frankowej Adazik (sprawa nr C-510/25). Pytania zadał Sąd Okręgowy w Warszawie. Będzie to ważne rozstrzygnięcie, gdyż dzięki niemu się dowiemy, jak powinny przebiegać rozliczenia między bankami a frankowiczami po unieważnieniu umowy kredytowej. Czy powinno się stosować teorię salda, czy dwóch kondykcji? Pierwsza jest korzystna dla banków, a druga dla kredytobiorców. W zależności od tego, która z nich zostanie zastosowana, więcej pieniędzy zyska jedna ze stron. TSUE rozstrzygnie również, jak należy rozumieć prawo konsumenta do odsetek należnych mu w związku z tymi rozliczeniami. Teoria salda jest zdecydowanie mniej korzystna dla kredytobiorców. Ogranicza bowiem lub powoduje utratę części odsetek. Zgodnie z nią bowiem konsument, który dochodzi przed sądem zwrotu swoich wpłat, może otrzymać odsetki jedynie od różnicy pomiędzy wzajemnymi świadczeniami. W przypadku teorii dwóch kondykcji konsument, który przykładowo zapłacił bankowi 100 tys. franków, ma prawo do zwrotu właśnie tej kwoty. Może następnie sprzedać 100 tys. franków po aktualnym kursie i uzyskaną kwotę przeznaczyć na rozliczenie kapitału kredytu. Przy kursie rzędu 4,50 zł za franka byłoby to około 450 tys. zł. Inaczej to wygląda w przypadku teorii salda. Więcej dla zainteresowanych- na czwartej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 10.09.2026.).

  • „DGP” informuje również: „Nowa wersja zmian w prawie zamówień publicznych. Eksperci nadal widzą mankamenty”. Stowarzyszenie Prawa Zamówień Publicznych (SPZP) przyznaje, że nowa wersja projektu zmian w prawie zamówień publicznych (UD409) z 10 sierpnia 2026 r. jest znacznie bardziej precyzyjna od tej, która trafiła do konsultacji. Problemem jest natomiast pozostawienie przez projektodawców rozwiązań, które zwiększą koszt dostępu do Krajowej Izby Odwoławczej, doprowadzą do likwidacji ustawowego progu rażąco niskiej ceny i dadzą prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych uprawnienia, które pozwolą mu wpływać na orzecznictwo izby. Sierpniowa wersja projektu obniża względem czerwcowej dwie najwyższe stawki wpisów od odwołań do KIO – z 60 tys. do 50 tys. zł i ze 150 tys. do 100 tys. zł – a jednocześnie podnosi z 30 mln do 50 mln euro próg, od którego obowiązuje ta najwyższa. Cztery niższe stawki, obejmujące większość postępowań, nie zmieniły się od czerwca. Najgłębsza korekta dotyczy robót budowlanych o wartości od 30 mln do 50 mln euro: w czerwcu podlegały wpisowi w wysokości 150 tys. zł, w wersji sierpniowej – 50 tys. zł. SPZP jako ustępstwo traktuje jednak wyłącznie przesunięcie progu, czyli zawężenie kręgu zamówień objętych najwyższą stawką. Ponadto stowarzyszenie zwraca uwagę na to, że ocena skutków regulacji wprost potwierdza cel zmiany – ograniczenie liczby odwołań przez zwiększenie jednostkowego kosztu ich wnoszenia – i wskazuje, że przy niezmienionej liczbie odwołań podwyższone stawki mogłyby zwiększyć dochody budżetu z tego tytułu nawet o 111,3 proc. Ujawnienie tych danych SPZP uznaje za wyraz transparentności, lecz nie za argument merytoryczny: wysokość wpisu nie powinna zniechęcać do korzystania ze środków ochrony prawnej. Więcej szczegółów- na piątej stronie głównej wkładki prawnej.

(Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”– 10.09.2026.).

Zobacz również